Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 377 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Łomna

niedziela, 31 stycznia 2010 0:16
      P1242339.JPG   Zaszyć się gdzieś w górach...

Dziś fotorelacja z ub. tygodnia. Piękny i prawie dziewiczy zakątek Polski - Łomna k. Birczy (niedaleko, w Trójcy wypuszczono sławną panią misiową, która zawędrowała do Przemyśla, a ostatnio buszowała  w chorzowskich sadach w powiecie jarosławskim). Mróz -26 stopni w nocy, w czasie tych wędrówek -19. Ale serca młode , więc było świetnie - z dala od cywilizacji, od polityki. Tylko śnieg, tropy wilków, saren  ptactwa i różnych  innych zwierzaków. Żal było wyjeżdżać. To prawie Bieszczady, ale jeszcze nie całkiem , bo Pogórze Przemyskie.
Spotkaliśmy tez lodowatego wampira.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.), cz. II.

czwartek, 14 stycznia 2010 15:33
Wróciłem po dłuższej nieobecności.  Powoli część wspomnieniowa ustępować będzie dokumentom stanu wojennego. Ale, póki co, jeszcze jest co wspominać. Zapraszam Przyjaciół do lektury.

 

                                                                                 IX.

                                            POTYCZKI


       Nie byłem żadnym bohaterem. Przyznam szczerze, że dużo kosztowało mnie każde spotkanie z funkcjonariuszem SB. Nawet widok munduru milicyjnego wywoływał wewnętrzny niepokój, objawiający się cierpnięciem skóry na karku. Czułem się jak ten pies, któremu nagle, na widok zagrożenia jeży się  na grzbiecie sierść - tak najbardziej trafnie mogę wyrazić to niesamowite uczucie. I jeszcze owo swędzenie podeszwy stóp oraz zmiękczenie w kolanach. Niesamowite uczucie.

       A jednak - jakby budził się we mnie jeszcze jakiś „drugi Tomasz" -  stawałem za każdym razem pewnie i wyzywająco wobec takich stresujących sytuacji. Być może wynikało to stąd,  że kiedyś, w bardzo wczesnej młodości musiałem przełamać  strach, jaki towarzyszył  nieśmiałemu, bardzo wrażliwemu i często płaczącemu pod wpływem emocji chłopakowi. Tak więc, zdarzały się w moim wcześniejszym życiu sytuacje, w których musiałem przyjąć postawę sprzeczną ze swoja naturą.  To prawda, że kto choć raz pokonał strach, ten już bać się nie będzie.

      Jeszcze, zanim przydzielono mi jako opiekuna wspomnianego „esbeka"  Jerzego Cieplickiego, przychodził do szkoły w mojej sprawie niejaki Jarosz Ryszard - dość pulchny, pokryty piegami, o kędzierzawej czuprynie facet, któremu zapowiedziałem , że nie będę więcej przerywał  swoich lekcji. Na jakiś czas poskutkowało, zwłaszcza , że poparł mnie tu dyrektor Baran , w którego obecności zawsze toczyła się rozmowa.

     Pewnego jednak razu przyszedł Jarosz do szkoły z oficjalnym wezwaniem po tym, gdy zastrzegłem sobie, że ustnych wezwań nie będę respektował. To było w czasie długiej przerwy międzylekcyjnej, zwykle przeznaczonej przez nauczycieli na spożycie drugiego śniadania.  Nic dziwnego, że zdenerwowałem się, mając przed sobą perspektywę niezbyt sympatycznej rozmowy z esbekiem, kosztem spożycia pachnącej kanapki w miłym gronie koleżanek i kolegów. Dlatego, po wejściu do gabinety dyrektora, gdzie czekał „nieproszony gość",  autentycznie  „najeżyłem się".

      - Co pan sobie, do diabła,  wyobraża? Jak można tak nachodzić w pracy?

      - Proszę, tu jest zaproszenie do nas - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy, wręczając mi wezwanie.

      - Niestety, mam jeszcze lekcje. Jestem w pracy. Jeszcze zastanowię się, być może    po pracy przyjdę.

      - To my przyjedziemy po pana do domu - odparł  Jarosz.

 I rzeczywiście, około czternastej, gdy byłem już po obiedzie, zajechali przed dom cywilnym polonezem. Czterech panów eskortowało mnie  na oczach sąsiadów do samochodu. I o to  mi właśnie chodziło -  aby wszyscy  to widzieli.

       Tym razem przesłuchującym mnie esbekiem nie był Jarosz, tylko zupełnie nowy, ów Cieplicki, o którym już wspominałem.  Nie patrzył w oczy, tylko swoim ponurym spojrzeniem uciekał gdzieś po bokach. Było to spojrzenie bandyty. Facet średniego wzrostu o smagłej, cerze i ciemnych, przetłuszczonych, niezbyt starannie zaczesanych  włosach, sprawiał wrażenie zamkniętego, zakompleksionego człowieka. Postanowiłem - jak zwykle - wypróbować  jego „możliwości", dlatego odczekałem chwilę, aż skończy przeglądanie jakichś karteluszek i kiedy westchnąwszy, chciał mi zadać pytanie, uprzedziłem go:

        - Dobre zasady wychowania wymagają, aby rozmówca się  przedstawił. Pan mnie zna, a ja pana nie.

       - .... Cieplicki - burknął niewyraźnie, nie podając nawet  swojego stopnia służbowego. Widać było, że popsułem mu jego plan rozmowy. Nawet nie spojrzał na mnie, tylko znów utkwił wzrok w jakimś dokumencie. Myślał, myślał, w końcu zaczął , nie podnosząc głowy:

      -  Chciałem z panem porozmawiać....

      - Wie pan, rozmówców zazwyczaj sam sobie dobieram, a z panem takiej przyjemności nie mam, więc rozmowy nie będzie - przerwałem mu w pół słowa. - To jest, proszę pana, nękanie. Nie wiem, co chcecie ode mnie, bowiem ja do żadnego wykroczenia nie poczuwam się. Już to oświadczyłem poprzednim razem, więc powinno wam wystarczyć. - Nie wiem, skąd pojawił się u mnie tak kategoryczny ton, taka pewność tego,  co mówiłem. Wiedziałem, że kłamię, bowiem wcześniej miałem kilka spotkań z ludźmi z podziemia, odwiedzili mnie również w domu „rzadcy znajomi",  m.in. Leszek, związany z „Solidarnością" rzeszowską, dawny kolega, który wypytywał mnie bezskutecznie o struktury jarosławskiej" Solidarności" podziemnej, któremu musiałem też skłamać, że o niczym nie wiem, że jestem poza wszelkimi strukturami, bowiem „zapaliła mi się" w podświadomości „czerwona lampka", ostrzegająca przed ludźmi zadającymi niebezpieczne pytania.

          - Pan chce chyba pracować? - starał się kontynuować rozmowę  Cieplicki. Wyczułem w tej wypowiedzi próbę zastraszenia.

          - Chcę, ale to , czy będę pracował, nie zależy, na szczęście, od pana. - Byłem już przecież po „rozmowie" w Kuratorium i po spotkaniu z płk. Głogowskim,  o czym Cieplicki na pewno nie wiedział, więc  miałem poczucie bezpieczeństwa , jeśli chodzi o pracę. - Naprawdę, nie mamy o czym rozmawiać, więc pozwoli pan, że wyjdę.

          Biedny był ten Cieplicki. Snuł się czasem po szkole, wypraszany przez dyrektora. Gdy spotykałem go na ulicy, miałem zwyczaj wskazywania go palcem moim znajomym w momencie, gdy mijaliśmy się i mówić głośno: "Patrz, to mój esbek!". Przyspieszał wówczas kroku, a mnie to niezwykle bawiło. Jeszcze kilka razy wysyłał mi pocztą wezwanie na rozmowę, ale za każdym razem kończyła się tak, jak poprzednia. Być może dlatego, nie mając żadnych osiągnięć operacyjnych w kontaktach ze mną, skierowany został do słuchania i nagrywania kazań w kościołach.

         Było to święto 3  maja. W tym dniu mieliśmy „obowiązkową" Mszę św. w Kolegiacie, u niezłomnego ks. proboszcza, Bronisława Fili, gdzie śpiewaliśmy jako chór „solidarnościowców". Ale nie mogłem też zrezygnować z uczestnictwa w Mszy św. w swojej parafii, bowiem o. Bogusław Golak, przeor klasztoru oo. Dominikanów,  już specjalnie się zapowiedział po uroczystościach w Kolegiacie: „ Tomek, dzisiaj będę miał kazanie, po którym chyba mnie zamkną." Więc nie mogłem tego pominąć, zwłaszcza, że jego  płomienne homilie trafiały szczególnie do serca.

      Szedłem więc na tę Mszę św. do Panny Marii (Bazylika Matki Bożej Bolesnej) na godz. 18.00. Już byłem koło bramy głównej wiodącej na plac przyklasztorny, gdy spostrzegłem przed sobą Cieplickiego, niosącego w reklamówce sprzęt do nagrywania. Pod światło zachodzącego słońca wyraźnie widać było kable i magnetofon. A ty dziadu, pomyślałem sobie. Nawet nie umiesz dobrze się zakonspirować. Przyspieszyłem kroku i tuż za nim zawołałem głośno, aby inni  ludzie usłyszeli:

     - Co , panie Ciuliński? Nagrywamy? Nagrywamy dzisiaj?- Sam nie wiem, dlaczego nazwisko „Cieplicki"  zmieniłem na „Ciuliński". Na pewno nie było w tym nic ze złośliwości, tylko raczej zapomnienie tego pierwszego, ale facet miał powody, aby się wkurzyć. Nic dziwnego więc, że, gdy zrównałem się z nim i powtórzyłem swoje pytanie, warknął przez zęby:

     - Idź, k...., bo jak cię kopnę w dupę, to polecisz.!

Cóż, byłem na świętym miejscu, byłem również w świątecznym nastroju i sakramentalnym stanie, więc nie wypadało mi  podejmować wyzwania, zwłaszcza, że już znajdowaliśmy się przy kruchcie. Ale i tak miałem satysfakcję z faktu, że udało się „gościa" zdemaskować i... zdenerwować przy okazji. Przysięgam jednak, że nazwanie go „Ciulińskim" nie było zamierzone.

     Kiedy zaczęła się Msza św. stanąłem sobie w kruchcie obok Cieplickiego. Co odsunął się, ja, niczym cień, podążałem za nim. Nie wiem, czy miał włączony magnetofon, ale nie miał możliwości go włączyć teraz, bez zwrócenia na siebie uwagi. Na wszelki wypadek, w czasie naprawdę płomiennej, pełnej patriotycznych akcentów homilii o. Golaka,  szurałem kolanem po reklamówce Cieplickiego, aby w miarę możliwości, wywołanym szelestem  utrudnić nagranie. Może i śmiesznie to wyglądało w oczach postronnych obserwatorów, ale tak właśnie trzeba było. W każdym razie, zaraz  po zakończeniu kazania Cieplicki wyszedł. I to było nasze ostatnie spotkanie w okresie stanu wojennego.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 794  

Słownik internetowy

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95794
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl