Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 377 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei - Cz II (c.d.)

czwartek, 10 grudnia 2009 0:13

                                              VIII.  FIGURANT DZIAŁA

 

         W szkole miałem czysty etat. Zacząłem więc prowadzić płatne kółka:  teatralne i plastyczne. Nie otrzymywałem w przydziale czynności wychowawstwa, za które był specjalny dodatek oraz płatna godzina nadliczbowa. Wynikało to z nieformalnego zakazu, jaki wypłynął z SB, a być  może,  również  z Kuratorium. Jednak stanowiłem jakieś poważne zagrożenie dla systemu wychowawczego w „socjalistycznej szkole" - jak to później określił kpt. Cyrano.

   Wojsko też mnie już nie chciało, bowiem poproszono mnie o  zdanie książeczki wojskowej, którą mi potem zwrócono, po wydarciu karty mobilizacyjnej. No, w tej sytuacji poczułem się jako obywatel czwartej kategorii, który nie zasługuje nawet na to , by w razie konieczności bronić Ojczyzny.

    W szkole znajdowałem się pod kontrolą esbeków, którzy co jakiś czas nachodzili dyrektora, wypytując o Mariana i o mnie. W końcu zaczęło to  i jego denerwować, gdyż łazili po korytarzach, oglądali gazetki szkolne, a także ściągali nas z lekcji na rozmowy do dyrekcji. Zakłócało to poważnie pracę dyrektora i naszą. Powiedziałem im wówczas przy dyrektorze, co o tym myślę. Mój szef był trochę przestraszony konsekwencjami, ale - z drugiej strony - nie krył też zadowolenia.

     - Opieprzyłem gościa - zwierzył mi się kilka dni później - bo łazi taka gnida i łazi po szkole. Mówię mu :"Czego pan tu węszy i tylko zakłóca swoją obecnością  pracę szkoły?" Facet coś pomruczał pod nosem i wyszedł. Z gęby widać było, że to  esbek.

     Funkcjonariusze SB zmieniali się. Za każdym razem był ktoś inny. W sumie przychodziło ich chyba sześciu, zaś w ostatnim roku stanu wojennego zaczął systematycznie przychodzić niejaki Cieplicki, którego nieopatrznie, omyłkowo nazwałem publicznie Ciulińskim -  wyjątkowo antypatyczny, o bandyckim spojrzeniu facet, który za brak efektów z „opieki" nade mną, stracił szanse na awans.

     W listopadzie miałem w Komendzie MO rozmowę  z funkcjonariuszem SB, innym niż poprzednio. Chodziło o tablicę „Solidarnośći" przy dawnej siedzibie Związku, którą mieli umieścić moi uczniowie. Musiałem wszystkiemu zaprzeczyć, zwłaszcza, że naprawdę nie miałem z nią nic wspólnego. Jednakże udało się „gościowi" wciągnąć mnie w niepotrzebną dyskusję, przez co złamałem uczynione sobie postanowienie, że nasze rozmowy będą krótkie. Plułem sobie potem w brodę i  przyrzekłem w duchu, że więcej do takiej sytuacji nie dojdzie.


      Z teczki operacyjnej SB:

                                                                Przemyśl, dnia 18. 10. 1982 r.

                                                              Tajne spec. Znaczenia

 

                                   WYCIĄG

           Z informacji od t.w. ps. „......"

 

 ... W dniu 13.10. 1982 r. została zdjęta tablica "S" przed siedzibą MKZ w Jarosławiu. W tym samym dniu, w godzinach przedpołudniowych grupa uczniów Petrego - nauczyciela z Technikum Drogowego w Jarosławiu zamieściła w to miejsce drewnianą tablicę z napisem :"zabraliście Komuniści Litwę, Łotwę, zabraliście „Solidarność", ale ona żyje i w sercach trwa i zwycięży".

Tablica ta umieszczona była przez ponad 1 godzinę. Gromadzili się ludzie, pojawiły się kwiaty.  T.w. nie wie, kto z uczniów brał udział  w zamontowaniu wspomnianej tablicy, postara się ustalić na następne spotkanie.

Obecnie Petry poczynił starania by obroną  ......... zajął się adwokat, który występował jako obrońca w sprawie  ..............  / w porozumieniu z .........../ Adwokat ten wyraził zgodę na podjęcie się obrony, pod warunkiem jednak, ze sprawa będzie miała posmak polityczny, a nie dotyczyła tylko włamania jako przestępstwa pospolitego.  Wg t.w. adwokat ten otrzymuje stały kontakt z .........

 

       Chodziło tu  między innymi o aresztowanego pracownika Huty Szkła , który dla potrzeb podziemia solidarnościowego włamał się do magazynu zakładowego i ukradł papier oraz farbę drukarską. „T.w." to „tajny współpracownik", mający swój pseudonim

                                                                    Przemyśl, dnia 15. 11. 1982 r.

                                                                     TAJNE

 

          Stenogram - rozmowy operacyjnej przeprowadzonej dn. 15.11.1982 r.

                                 z fig. kwest. ewid. (figurantem kwestionariusza ewidencyjnego -przyp. T.P)


Insp.  - spotykamy się po raz pierwszy.

P. -i  chyba już będziemy spotykać się stale .

Insp. -Nie wiem czy stale, osobiście życzyłbym sobie, aby w gmachu KMMO i na takiej płaszczyźnie był to ostatni raz. Chyba nie sądzę, że  chciałby się pan więcej tu ze mną spotkać.

 P. -Oczywiście, że nie. Raz, że budynek nie jest w moim typie, a poza tym ja wychodzę z założenia, raczej nie lubię jak ktoś z tej instytucji ze mną rozmawia nawet z zaproszenia.

............................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

Insp. - Są pod pana adresem skierowane zarzuty, że dnia 10. 11. 1982 r. pańscy uczniowie , z pańskiej inspiracji powiesili drewniana tablicę z napisem:" zabraliście komuniści Litwę, Łotwę , zabraliście „Solidarność", ale ona żyje i zwycięży..." koło byłego MKZ „S".

 P.  - Słyszałem o tym, ale ta tablica ponoć wisiała nie koło „S"-ci, a koło „Caritasu". Ale Czy to była tablica , czy to jakiś wierszyk, to dokładnie nie wiem. Wiem tylko, że coś  było. Uważam posądzenie mnie o to za pomówienie. Z mojej strony byłaby to dziecinada, gdybym ja się angażował w coś takiego, żebym się bawił w konspiratora ....... Zresztą naprawdę do niczego się nie poczuwam.

............................................................................................................................................

  W dalszej części rozmowy Petry oświadczył, że nie jest zainteresowany nowymi związkami, a drugiej strony jest nawet zadowolony, że nie jest już przewodniczącym nauczycielskiej „Solidarności". Na moje pytanie dlaczego jest zadowolony, odpowiedział, że to środowisko trudne i ogólnie babskie.  ...........................................................................................................................................................................................................................................................................

 

       Oczywiście, moje słowa w rozmowie z oficerem SB miały, w mym zamierzeniu, uśpić jego czujność, zniwelować podejrzenia co do mej działalności, zarazem sprawić wrażenie, że już „wyleczyłem się" z aktywności politycznej oraz związkowej i chcę zająć się wyłącznie pracą zawodową i życiem rodzinnym. Nie sądzę jednak, by w to uwierzył. Dokumenty zawarte w mojej teczce  świadczą jednak, że „smutni panowie" w dużej mierze błądzili po manowcach, usiłując rozpracować  „figuranta Petrego". A o to przecież  chodziło.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (48) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei - Cz II (c.d.)

wtorek, 01 grudnia 2009 22:49

                                                  VII.  KTOŚ WAŻNY


 

        W październiku zostaliśmy obaj z Marianem wezwani do Kuratorium w Przemyślu. Spodziewaliśmy się najgorszego, czyli wręczenia zwolnień ze szkolnictwa, więc nie mieliśmy dobrych nastrojów. Ale  jechać trzeba było.

       W dużej sali narad  na ul. Waygarta zebrali się wizytatorzy, z kuratorem Sz. i panią wicekurator K. na czele.  Widać, że na kogoś ważnego jeszcze czekali, ale ten ktoś spóźniał się i przez dłuższy czas siedzieliśmy naprzeciw siebie, głupio, ale uprzejmie uśmiechając się nawzajem. Wyczułem, że dla pozostałych  obecnych sytuacja jest niezręczna, a to dodało mi poczucie przewagi. Opanowałem się i - nie zwracając uwagi na pozostałych -  zacząłem prowadzić z Marianem dość głośną konwersację na temat ilości koniecznych podsłuchów  w tak dużej sali i ewentualnego ich rozmieszczenia. Podczas, gdy my wydawaliśmy się być rozluźnieni, towarzystwo po drugiej stronie nadal znajdowało się w stanie silnego napięcia  i usztywnienia. Sytuacja zaczęła być denerwująca, bowiem „nasza władza" zauważyła,  że nie mamy zamiaru bać się .

    Wreszcie pani wicekurator, nie czekając już na „kogoś ważnego", zabrała głos. Mówiła ogólnie na temat sytuacji w szkołach w świetle przepisów stanu wojennego..., że dobro młodzieży zależy od postawy nauczycieli...

     Przerwałem uprzejmie  ten wywód i wprost zapytałem, czy chodzi tu o to, abyśmy z panem Januszem nie informowali młodzieży o naszych przejściach obozowych.

      - No...właśnie, o tym  chciałam mówić, bo... - zaczęła tłumaczyć.

      - Pani kurator! - odezwał się Marian Janusz. - Jesteśmy odpowiedzialnymi nauczycielami, z długim stażem i zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji, z ewentualnej reakcji młodzieży. Przecież pracujemy już parę miesięcy w szkole i nikt z młodzieży nie dowiedział się o tym, cośmy przeżyli.

     - No, tak...-   zaczęła znowu pani wicekurator, ale w tym momencie otworzyły się gwałtownie drzwi, wszyscy zerwali się z miejsc, a na salę wszedł starszy już , o siwych włosach, płk Głogowski - mój bardzo dobry znajomy jeszcze z czasów, gdy byłem studentem Studium Nauczycielskiego. Tam pełnił funkcję szefa szkolenia wojskowego, teraz został przedstawiony jako komisarz wojskowy przy Kuratorium Oświaty.

    Znaliśmy się więc bardzo dobrze. Często szliśmy razem na uczelnię z Zasania, gdzie mieszkałem na stancji: ja - student  i on - pułkownik, prowadząc czasem poważne dyskusje. Pamiętam, że idąc w czwartki na całodzienne zajęcia wojskowe, w wyblakłym mundurze polowym z „demobilu", miałem problem z salutowaniem innym oficerom w obecności pułkownika. Wtedy on poinstruował mnie: „Kiedy idziecie ze mną, nie salutujecie pierwsi. To inni nam salutują." I tak, odbieraliśmy obaj honory od niższych rangą podoficerów i oficerów, sami niedbale przykładając palce do daszka.  Cieszyłem się u niego , jako szef klubu studenckiego „U TOMA", sporym uznaniem.

     Po przywitaniu się ze wszystkimi, pułkownik podszedł do mnie.

     - Witaj Tomku!- zawołał radośnie i dosłownie wziął mnie w ramiona.

      Nastąpiła konsternacja wśród moich władz kuratoryjnych. Pułkownik kazał pani wicekurator kontynuować wystąpienie, a sam usiadł ze mną na końcu długiego stołu i - nie zwracając na nikogo uwagi - rozpoczął swoje  wypytywanie: co słychać u mnie, jak się czuję, czy nie mam jakichś specjalnych kłopotów... W wielkim skrócie, odpowiadając na pytania, opowiedziałem mu o sobie , o rodzinie o niedawnych wydarzeniach.  Słuchał uważnie, kiwając głową.

     - Ja przecież  Tomka znam - zwrócił się niespodziewanie do wszystkich, klepiąc mnie  po ramieniu. - Jest w porządku. Dajmy już  sobie spokój.

       Nikt nie spodziewał się tego, zaskoczenie było ogromne. Tymi słowami pułkownik „rozbił" powagę spotkania, które szybko przekształciło się w  luźną rozmowę przy kawie i herbacie. Po jakimś czasie obaj z Marianem zostaliśmy zwolnieni do domu, a narada toczyła się dalej już  bez naszego udziału.

       Od tego momentu widmo naszego zwolnienia z pracy rozwiało się.  W drodze powrotnej musiałem Marianowi opowiadać o pułkowniku, o swoich studiach w przemyskiej uczelni. Śmialiśmy się z tego „nawijania" tematu przez panią wicekurator, z min , jakie wszyscy mieli po słowach pułkownika. Jak mówił Marian - właściwie rozmowa między nim a kuratorami  nie kleiła się, wszyscy bowiem mocno zaszokowani, obserwowali nas, rozmawiających sobie na  końcu stołu.

     Niebawem dowiedziałem się , że w Kuratorium zaczęto mnie uważać za „niepewnego człowieka", zaś autorem tych pogłosek miał być sam główny kurator. Ale mnie ta opinia była wówczas na rękę.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 806  

Słownik internetowy

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95806
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl