Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 378 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

wtorek, 21 kwietnia 2009 0:58

                                                        XVI.

                                             LISTY( od - do)

 

       Tak więc przemycaliśmy listy przez odwiedzających, a jednocześnie docierały do nas te przesyłane drogą „oficjalną", czyli z  czerwoną pieczątką  OCENZUROWANO oraz dostarczane z ominięciem cenzury, zwłaszcza, że klawisze jakby zaniechali bardziej wnikliwej kontroli. No cóż, człowiek jest tylko człowiekiem, ma sumienie...Zdarzało się, że nasze listy mijały się , ale zawsze - jak już pisałem - spełniały swoją ważną rolę w naszym obozowym życiu  i również tam , po drugiej stronie drutów.



                                                                        Uherce, 13. II. 1982

                                   Kochana Krysiu!

 

  Korzystam znowu z okazji i przesyłam Ci wiadomości. Mieliśmy atrakcyjny tydzień. Załatwiłem ponowne widzenie. Wczoraj mieliśmy dobre wiadomości. Zdaje się, że to już niedługo. Była u nas poseł na Sejm, która zobaczyła inny obraz stanu wojennego. Wyjechała z płaczem i natychmiast udała się do KW MO w Przemyślu. Rezultaty widoczne są dzisiaj. Wywalczyliśmy nowe rzeczy.

  Dla uwolnienia wszystkich chorych, dwóch naszych współtowarzyszy założyło głodówkę z powiadomieniem Sejmu i władz kościelnych. Mają dołączać stopniowo inni.

   Cieszę się i jestem zbudowany postawą naszej młodzieży jarosławskiej wobec sprawy studniówki  (młodzież mojej szkoły zrezygnowała z organizowania studniówki  w związku z naszym  aresztowaniem - Mariana Janusza i mnie ).Dziś prawdopodobnie 5-ciu wychodzi. Ucałuj wszystkich, przyjedź z Bogumiłem i Kasią. Może wkrótce zobaczymy się. Całuje Was serdecznie, Babcię, dzieci i wszystkich wokół. Tomek


     Jednocześnie zacząłem dostawać listy od dalszej rodziny i przyjaciół -   pełne wyrazów solidarności, troski , pocieszenia, jak ten list od kuzynki o wielkim sercu, pisany, ze względu na cenzurę,  językiem zawierającym podwójną treść - tę oficjalną i tę domyślną.


                                                                       15. II. 1982.

         Kochany Tomku! - Nie pisałam już do Ciebie, bo przypuszczałam, że wszyscy wkrótce powrócicie do swoich domów i rodziny. Rygory stanu wojennego są jednak surowe - po raz pierwszy w życiu my, jako młode pokolenie przeżywamy taki trudny okres. Te wszystkie niepowodzenia bardzo hartują człowieka i pozwalają na wyciągnięcie właściwych wniosków na dalsze życie. Mimo wszystko toczy się ono naprzód i każdy swoje lata wyznaczone przez Stwórcę musi przeżyć godnie, by na starość nie rozpamiętywać z przykrością, ze się je zmarnowało. Jak mądrze urządzony jest świat - każde stworzenie ma swoje miejsce na ziemi.

     Zdaję sobie sprawę Tomku, jak bardzo przeżywasz to odosobnienie, pozbawiony kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Na pewno zaprzyjaźniłeś się z Twoimi kolegami, podzielającymi taki sam los.

    We czwartek odwi8edziłam Krysię  - zaprosiłam ich wszystkich do siebie na najbliższą niedzielę. Bartek narysował to „sanatorium", gdzie przebywacie. Wczoraj byłam z moją Mamą w Rudołowicach. Tato z Mamą wybierają się do Ciebie po 20 II., aż wezmą emeryturę(...).

   Wkrótce wiosna! - najpiękniejsza pora roku, wszystko zbudzi się do życia, powieje cieplejszy wiatr i słońce ożywi „martwą „przyrodę - niebawem zrobi się zielono i kwiaty zakwitną swoimi pięknymi kolorami. W kwiaciarniach, oprócz goździków i pachnących frezji pojawiły się żonkile, stokrotki, tulipany, bazie. Dzień już dłuższy słońce mocniej przygrzewa - zacznie się praca w polu i ogrodzie, będzie nadzieja, że urosną jakieś witaminy, bo życie  coraz trudniejsze, sporo pieniędzy idzie teraz na żywność. Najważniejsze, by spokój zapanował w kraju i na świecie.

    Dziś czytana była w kościele Ewangelia  o trędowatym. Obecnie na gorszą chorobę niż trąd, która rozkłada człowieka od wewnątrz, chorują całe narody, systemy. Okazuje się, że niezawodnym lekarzem jest Bóg, którego wielkość podziwiamy na każdym kroku. Miejmy ufność i nadzieję w Boże Miłosierdzie.

   Tomek - czytaj dużo i spędzaj pożytecznie wlokący się czas. Mimo udręki serca -  szczęśliwym bądź! Całuję - Wiśka.

 PS. Dołączam najlepsze pozdrowienia dla Twoich Kolegów - trwamy na modlitwie, która przebija mury obojętności.

  


                                                                             Uherce, 28.II.82.

 

 

              Kochani!

   

     Przedwczoraj otrzymałem list pisany po wizycie Kasi z Bartkiem. W międzyczasie zobaczyliśmy się znowu. Dziękuję bardzo za Kasię . Wzruszyła mnie dogłębnie swoja obietnicą :"ja ciebie stąd zabiorę." Liczę dni, kiedy wyjdę, ale cóż, pomaga liczenie, jeżeli plany Pana Boga są nie zbadane. Jakoś to, co miało wyjść z narady w KO i W nie sprawdziło się  - trudno. Wiem, jednak, że to już niedługo. Miewam częściej sny z Wami wszystkimi. K.(Kazimierz Ziobro, ukrywany przez duchowieństwo szef jarosławskiej „Solidarności") dziękuję za list. Przekaż mu Krysiu moje pozdrowienia i słowa otuchy - ta sama drogą. Inni tez pozdrawiają i życzą wszystkiego najlepszego.

 Przeszliśmy z Marianem na „ty" i dobrze nam jest. Dostaliśmy listy ze szkoły. Ojcu Albinowi podziękuj serdecznie za list do mnie i za lekarstwo - skuteczne. Sypiam teraz dobrze, ale wieczór muszę zarezerwować dla Was wszystkich, bo dzień upływa zbyt szybko. Z przekazem pieniężnym wszystko w porządku. Paczki pocztą nie otrzymałem. Ten towar  przywieziony we czwartek rozdzieliliśmy równo, bo taki u nas zwyczaj. Jeszcze nie wykorzystaliśmy wszystkiego. Surówka była wyśmienita.

    Jeden kolega został wypuszczony na wolność dopiero po śmierci swojego 18-letniego syna, który od 14 lat chorował. W tym tygodniu wyszły jeszcze 4 osoby. Rozmowy trwały z rolnikami i oni chyba teraz zostaną zwolnieni. To tyle. Całuje serdecznie Was wszystkich mocno. Przekażcie wszystkim solenizantom życzenia w moim imieniu. Kocham Was!

                                                                                         Tomek.

   PS.. Wydano nam z depozytów zegarki .Rzepecki z Dzikowa wyszedł. Tom.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei

wtorek, 14 kwietnia 2009 1:41

                                                             XV.      

                          LUDZIE LISTY PISZĄ...

 

      Odwiedziny rodzin stały się okazją do przekazywania wiadomości w obie strony: na zewnątrz i  ze świata  niby wolnego , do nas. Ktoś mógłby przypuszczać , że sugeruję, iż to u nas, za drutami i kratami był świat prawdziwie wolny. Prawdę mówiąc, to  tak właśnie było. Tutaj, w obozie, mimo różnych niedogodności, byliśmy przynajmniej wolni duchem. Może wynikało to z poczucia siły, jaką daje grupa, wspólnota, a może też sprawdzała się zasada, że wystarczy raz przełamać  swój strach, by przestać bać się na zawsze. Tak, czuliśmy się wewnętrznie wolni; inne tylko czynniki wpływały na uciążliwość naszego obozowego życia.

     Korzystałem z każdej okazji, by przekazać list do najbliższych. Przynajmniej w ten sposób nasza rozłąka stawała się mniej dokuczliwa, mniej bolesna. I to nic, że przed chwila widziałem się kolejny raz z Krystyną, która tym razem sprawiła mi niespodziankę, przywożąc ze sobą Kasię i Bartka. Kasia od razu rzuciła mi się w ramiona, Bartek - bardziej zamknięty-  z początku przyglądał mi się swoimi dużymi , zielonymi oczyma (pierwszy raz widział tatę z brodą), a po chwili wyciągnął rękę na powitanie i ... całym sobą wtulił się we mnie. Mój mały konspirator (nie zapomniałem tej łyżeczki  zmyślnie przemyconej w torebce z cukrem) obserwował badawczym wzrokiem wszystko dookoła. Wreszcie oderwał się , pociągnął Kasie za sobą  w kąt sali widzeń, gdzie stał stół z „michałkami"-  planszową grą w piłkę nożną. Mogłem dzięki  temu porozmawiać bardziej swobodnie z Krystyną o sprawach, których dzieci nie musiały znać. Gdy skończyła się wizyta, Kasieńka na pożegnanie powiedziała mi szeptem do ucha wielką tajemnicę : -Tatusiu, ja ciebie stąd zabiorę.  

                                                                                            

                                                                                           Uherce, 7. II. 1982.

                                       Kochani!

      Dzisiaj mieliśmy Mszę Świętą z udziałem Ks. bpa Rechowicza z Lubaczowa. Był też wysłannik Kurii z Przemyśla. Niedziela upływa pogodnie i wesoło. Mieliśmy dzisiaj solenizanta Ryszarda, który wystawił przyjęcie. Otrzymaliśmy dużo paczek z witaminami. Wszyscy trzymamy się doskonale.

    Krysiu, pisałem Ci o moim śnie. Musisz koniecznie przestać  denerwować się  i zamartwiać, a poza tym, lecz się. Jak już pisałem wcześniej, oddaj się opiece Matce Przenajświętszej, naszej Matce Bolesnej, Jarosławskiej i bądź dobrej myśli. Ja wierze mocno, że wyjdziesz z choroby obronną ręką.

   Czuję , że naszej niewoli zbliża się kres, a nasza ofiara nie pójdzie na marne. Pociesz moich rodziców i Marka(mojego brata -T.P.). Sądzę, ze wkrótce się zobaczymy. Wszystkim smakował ser (u nas mamy wspólną kuchnię i wszystkie dary żywnościowe idą do jednej spiżarni). Mieliśmy jeszcze zielony szczypiorek i kolacja, którą przyrządzałem sam, była wyśmienita.

  Na tym kończę relacje z dnia dzisiejszego.

  Całuję Was wszystkich bardzo mocno, kocham was z dnia na dzień coraz bardziej, a co będzie, gdy wrócę??? Polecam Was Bogu Najwyższemu i Matce Jego w swoich modlitwach .

                                                                                                              Tomek

P.s.

Z powodu oszczędności w kopertach załączam list dla Bogumiła.

 

 

                                               -----------------------------

                                                                                     Dn.10.II.82 r.

 

                               Kochany Tomku!

 

     Szczęśliwie dojechaliśmy do domu ok. 10.00, dość długo czekaliśmy w Rzeszowie, bo pociąg był opóźniony. Ale pogawędziliśmy z panią Januszową o różnych babskich sprawach.

   Bartek był szczęśliwy, tylko stwierdził, ze bez brody było Ci lepiej. Babcia już czekała z niecierpliwością na dobre wiadomości.

  W niedziele przyjechał Tadek z Krzysiem, wujek Józek, a potem zjawił się i Zdzisiek. Tak, że dzień świąteczny spędziliśmy w rodzinnym gronie.

   W poniedziałek byłam w Twojej szkole, pobrałam za dzieci rekompensatę, przekazałam pozdrowienia. Po południu przyszedł Albin ( o. Albin Sroka franciszkanin, przyjaciel domu - T.P.) - przepraszał, że nie przyszedł wcześniej, bo miał dolegliwości sercowe. Pogawędził z mama, bo wspólne mieli zainteresowania z rodzinnej miejscowości. Kasia mu się podobała, stwierdził, ze będzie miała zdolności z matematyki. Ciekawe -co? Zaprosił nas do siebie i chyba  się w tym tygodniu wybiorę.

  Dzisiaj odwiedził mnie ojciec (Bogumił- T.P.) - zdałam mu relacje  z mojej podróży. Bardzo się ucieszył „dobrymi wiadomościami" ale martwi się bardzo o Ciebie. Mówił, ze „cieszy się" z odwiedzin Zygmunta. Kasia szczęśliwa, bo siedzi na kolanach wtulona - widzisz, jak jej brak tatusia. Czeka na Twój list. Jutro mam konferencje klasyfikacyjną -  siedzenie do wieczora. Muszę też  w tym tygodniu odwiedzić naszych dawnych sąsiadów i wstąpić po drodze na Wygarki. Jeżeli będą po raz drugi widzenia, powiadom mnie zaraz . Ja na razie Czuje się dobrze, piję nadal ziółka, poprawił  mi się apetyt.Mam zamówioną wizytę u lekarza na piątek, to zobaczę, jakie zastosuje leczenie. Nie martw się, dajemy sobie jakoś radę, mimo szokujących cen. Czy dotarła paczka, czy wszystko smakowało?  Jak z tym przekazem pieniężnym? Proszę, abys zraz napisał.

  Tak bardzo bym chciała, abyś był już z nami, to już za długo trwa. Kończę już, bo jest późno - zasyłam moc pozdrowień i ucałowań i nie martw się , wszystko ułoży się dobrze.

                                                                                                         Krystyna.

   P.s. Pozdrowienia i ucałowania od wszystkich.

          Pozdrów p.Janusza i wszystkich Twoich kolegów.

  

  

  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

czwartek, 02 kwietnia 2009 1:41

                                                                                       XIV.

                                                  KALEKA

         Władza komunistyczna była bezwzględna wobec wszystkich swoich przeciwników. To chyba strach kazał aparatowi przemocy umieścić w obozie  człowieka bez rąk, a właściwie bez dłoni.

        Byliśmy zaszokowani, gdy pewnego lutowego  poranka klawisze przyprowadzili go do naszego pawilonu. Prawdopodobnie - jak poinformował ktoś dobrze zorientowany - został on zgarnięty w pociągu . Mężczyzna ok. pięćdziesiątki, o dobrodusznym wyrazie twarzy, szpakowaty szatyn, wcale nie ułomek. Pamiętam jego ciemnobrązową kurtkę z futrzanym kołnierzem. Niósł, trzymając  przed sobą obiema rękami  szmacianą torbę, koce, naczynia ( aluminiową miskę, kubek). Dziwnie trzymał to wszystko, bowiem  w miejscu dłoni rękawy kurtki załamywały się stulone razem, a torba wisiała na przegubie ... rękawa.

       Nie pamiętam, skąd był, jak się nazywał, ani w jaki sposób, i kiedy stracił obie dłonie  na wysokości nadgarstka.  Miał tylko okrągłe kikuty, z bliznami po szwach. Wtedy nie mieliśmy śmiałości zadawać jakiekolwiek pytania dotyczące jego kalectwa.  Wzbudzał jednak duże zainteresowanie kolegów przy wykonywaniu wszystkich czynności wokół siebie , jak mycie się , golenie, ubieranie się, jedzenie . Polubiliśmy go , bowiem, mimo swego kalectwa, tryskał humorem. Zaraz na drugi dzień, po śniadaniu zgłosił się do dyżurnego klawisza po łopatę  i zabrał się do odśnieżania chodnika i spacerowników, gdyż nocą napadało dużo świeżego śniegu. Tej czynności przyglądali się wszyscy internowani z zainteresowaniem i podziwem, bowiem robił to sprawnie i szybko, nie pozwalając się wyręczyć. Mówili koledzy z jego sali, że równie sprawnie wychodziło mu sznurowanie trzewików.

      Jakieś trzy dni później klawisze szczególnie uwrażliwieni byli na czystość w celach. Biegali tam i powrotem, w pośpiechu donosząc szczotki, pastę do podłogi, szmaty do froterowania. Grzecznie poprosili o pomoc w  froterowaniu posadzki w korytarzu. Coś  wyraźnie wisiało w powietrzu. Niebawem, ok. południa zobaczyliśmy z okna, jak w w  asyście komendanta oraz kpt.„Łożeczko" i jeszcze kilku oficerów, zmierza w kierunku naszego pawilonu elegancko ubrana kobieta. Dyżurny klawisz zdradził nam tajemnice, że jest to pani poseł na Sejm. Ktoś „dobrze poinformowany" powiedział, że to  właśnie ona sprzeciwiła się w Sejmie wprowadzeniu stanu wojennego.

       Pani poseł odwiedzała prawie każdą celę. Prawie -  bo nie wszyscy chcieli z nią rozmawiać jako z przedstawicielką reżymowego Sejmu, który zatwierdził stan wojenny. Widocznie nie do wszystkich dotarła informacja o jej sprzeciwie.  Ale za to długo rozmawiał z nią nasz kaleka bez dłoni i w  tak żałosny  sposób eksponował przed panią poseł swoje kikuty, że kobieta rozpłakała się i wyszła, kierując się wprost za bramę więzienia, bez wstępowania do komendanta.

      W tym dniu nasz kolega bez rąk był  bohaterem całego obozu.  Wszyscy mieliśmy wielką satysfakcję z tego powodu, że pani poseł zobaczyła prawdziwe oblicze reżymu. Wiedzieliśmy, że nie przejdzie nad tym do porządku dziennego. I taka drobna - zdawałoby się - rzecz podniosła nas wszystkich na duchu.

      Po jakimś czasie  nasz kaleki towarzysz został zwolniony z internowania.  Wszyscy domyśliliśmy się, kto przysłużył się do tego zwolnienia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 826  

Słownik internetowy

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95826
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl