Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 376 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

piątek, 29 maja 2009 0:50

                                                        XIX.

                                       „ TU SOLIDARNOŚĆ"

   Któregoś dnia wybuchła - o czym informowała również reżymowa telewizja - afera z ośrodkiem internowania w Kokotkach. O ile pamiętam, internowani jednego z obozów zostali podstępnie przemieszczeni do innego.

     Również w naszym obozie zaczęły dziać się różne dziwne rzeczy. Przede wszystkim, zwiększyła się częstotliwość wizyt esbeków i od lutego co raz więcej osób było zwalnianych. Z jednej strony, cieszyliśmy się z tego powodu, bowiem każdy liczył , że wkrótce  i jego pobyt w obozie skończy się zwolnieniem, ale równocześnie, z każdym takim wyjściem kolegów  na wolność, pozostających za kratami  dopadała chandra. Nastroje, mimo dość urozmaiconego życia obozowego, pogarszały się z tygodnia na tydzień. Jednak  prawdziwej wolności żadne inne atrakcje nie są w stanie zastąpić.

Wyładowywaliśmy więc swoją wściekłość na więziennych taboretach , na  parkietowych klepkach, wytwarzając z nich przy pomocy brzeszczotu, noża i  szkła różne rzeczy, jak choćby krzyże, krzyżyki, które później przemycane były w czasie odwiedzin na zewnątrz. Albo też robiliśmy różne psikusy esbekom, dające nam sporo satysfakcji. Oto, w jeden mroźny, lutowy dzień,  internowani z grupy krośnieńskiej „zwinęli" esbekowi dużą, futrzaną czapę i musiał „biedaczyna" marznąć w głowę przy kilkunastostopniowym mrozie i wietrze. Zwrócono mu ją dopiero w kwietniu, kiedy słońce mocno dogrzewało, a my opalaliśmy się na spacerowniku.

      Z piętrowego pawilonu naprzeciwko naszego, zaczęto masowo wywozić więźniów. Obserwowaliśmy ich ewakuację, domyślając się różnych przyczyn. Widzieliśmy, jak zajeżdżały „suki" (więźniarki), jak pakowano do nich więźniów i gdzieś , pod eskortą wywożono. Pozostali tylko mieszkańcy parterowego pawilonu, stojącego prostopadle do naszego i tego opróżnionego.

      Niebawem dotarła do nas porażająca wszystkich wiadomość, że i my mamy być przewożeni do innego obozu, prawdopodobnie do Kokotek. Oznaczało to oddalenie od naszych rodzin, ograniczenie odwiedzin i zwiększenie ich kosztów.

     Ogarnęła nas wściekłość i postanowiliśmy zaprotestować. Wylegliśmy z miskami na zewnątrz,  przed pawilon i zaczęliśmy  w nie tłuc łyżkami. Klawisze pobiegli do administracji, a my tymczasem zajęliśmy ich dyżurkę. Po jakimś czasie rozdzwonił się telefon. Prawdopodobnie z komendantury. Jeden z kolegów instynktownie podniósł słuchawkę:

     - Tu „Solidarność"... słucham!

     -  Aaaa... to przepraszam. - Po drugiej stronie odezwał się męski głos i  ktoś położył słuchawkę na widełki.

      Ta scena, mimo grozy całej sytuacji, rozładowała istniejące napięcie, wywołując powszechny śmiech i dając jednocześnie poczucie siły. Potem nastąpiła  pełna oczekiwania i niepewności cisza. Nerwy zaczęły się wszystkim udzielać, bowiem nie wiadomo było, jakie będzie następne posunięcie tamtej strony. Braliśmy pod uwagę to najgorsze, czyli atak siłowy, w związku z czym, koledzy z Krosna  zaczęli swoje piętro odgradzać barykadą, zawalając całą klatkę schodową siatkami z rozebranych łóżek i taboretami, natomiast okna zatkali materacami na wypadek próby wrzucenia gazu łzawiącego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że  może być przypuszczony atak i, mimo wszystko, możemy zostać spacyfikowani. Byliśmy jednak zdesperowani.

      Po jakimś czasie zobaczyliśmy idących oficerów. Rozpoznaliśmy komendanta, kapitana." Łóżeczko"(zawsze pouczał nas, jak mamy słać łóżka), postawnego majora „spadochroniarza" (miał odznakę spadochroniarską) i jeszcze dwóch klawiszy, w tym dyżurnego. Stanęliśmy przy wejściu, wyznaczając dwóch kolegów do prowadzenia rozmowy.

     Komendant spytał dość  spokojnym tonem o przyczyny naszego niepokoju. Aż byliśmy mile zaskoczeni jego postawą. Po wysłuchaniu naszych obaw zapewnił, że do żadnej wywózki  nie dojdzie i prosił ( dosłownie - prosił), byśmy zachowali spokój, i wpuścili  do dyżurki funkcjonariusza służby więziennej .Daje nam oficerskie słowo, że żadnych konsekwencji nie będzie, jeśli zlikwidujemy barykadę .

     Po krótkiej naradzie z kolegami postanowiliśmy dać mu wiarę zwłaszcza, że w jego postawie nie było już tej buty, która cechowała go na początku. Widocznie pamiętna wizyta delegacji Amnesty International czegoś go nauczyła.

     Sprawnie i szybko usunięta została barykada, sprzątnięta klatka schodowa, korytarze i życie zaczęło toczyć się zwyczajnym torem. Komendant dotrzymał słowa. Również klawisze stali się bardziej rozmowni. Przychodzili na pogawędki, niektórzy zwierzali się ze swoich problemów. Dla nich przestaliśmy być wrogami, przestępcami. Tylko dwaj z nich  - „Loczek" i „Rudy" okazywali nam nadal swoją złośliwość podczas kipiszów. Ale i ten pierwszy też mnie zaskoczył, ucząc pokory.    Żona przysłała mi w liście zdjęcie dzieci (taką informację mi podała) i on je zarekwirował.  Ogarnęła mnie wściekłość. Nie dość, że przez cenzurowanie wdzierają się w czyjeś prywatne życie, to jeszcze okradają z czegoś bardzo cennego, co ustrojowi wcale nie zagraża. Podczas wieczornego sprawdzania obecności zrobiłem „Loczkowi" awanturę. Na ogół jestem spokojnym, łagodnym człowiekiem, ale , gdy trzeba, to i ryknąć potrafię. Byłem w tej chwili mocno wzburzony i nie panowałem nad słowami. „Loczek" tłumaczył, że takie są przepisy i on musi je przestrzegać. Nie wytrzymałem i wyrzuciłem z siebie :

      - Życzę panu ,żeby kiedyś sam znalazł się w podobnej sytuacji!

      - A ja panu życzę, aby pan jak najszybciej wyszedł na wolność.- Ze spokojem  odparł „Loczek" i wyszedł. Mnie dosłownie zatkało. Zrobiło mi się wstyd. Oto ja, praktykujący i przeżywający w szczególny sposób „obozowe rekolekcje" chrześcijanin, zostałem przez reżymowego funkcjonariusza, przez wroga pouczony, jak ma wyglądać chrześcijańska miłość bliźniego.

      Kiedy po obchodzie pozostałych cel „Loczek „ zwrócił mi fotografie dzieci, nie tylko mu podziękowałem, ale również przeprosiłem za swoje słowa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

czwartek, 14 maja 2009 1:33

                                                                                     XVIII. 

                                              ŻYCIE DUCHOWE

 

       Od momentu otwarcia cel i wprowadzenia swobody poruszania się , każdego wieczoru, o godzinie 21.00 gromadziliśmy się  na korytarzu przy klatce schodowej, na Apel Jasnogórski. Była to zapewne inicjatywa  Rysia Buksy - nauczyciela z Przemyśla ,  naszego Waldka Mikołowicza, zwanego - z racji swych silnych związków z duchowieństwem - „kamedułą" i prawdopodobnie starszego polonisty z Sanoka  lub z Jasła , którego nazwiska już nie pamiętam. Oni to przede wszystkim dbali o rozwój życia religijnego w naszym więziennym pawilonie.

        Apel Jasnogórski rozpoczynaliśmy modlitwą wieczorną , po której śpiewaliśmy pieśń „Maryjo, Królowo Polski", następnie „Solidarni - nasz jest ten dzień", Waldkową pieśń ze strajku rolników w Rzeszowie „Nie bójcie się, nie jesteście sami", „O Boże, który jesteś w Niebie",  i kończyliśmy pieśnią wieczorną  „Wszystkie nasze dzienne sprawy". Niebawem też  rano, po śniadaniu zbieraliśmy się w tym samym miejscu na modlitwę poranną, zaczynając pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze". Wszystko to odbywało się obok dyżurki klawiszy, którzy na ten czas dyskretnie znikali z pola naszego widzenia.

      Oczywiście, udział w tych modlitwach był dobrowolny i, choć nie wszyscy internowani w nich uczestniczyli, to z każdym dniem grupa przy kratach powiększała się. Po prostu, dla jednych była to wyraźna potrzeba  religijna, dla innych - jakieś urozmaicenie monotonnego życia więziennego, dla jeszcze innych - okazja do manifestacji postawy patriotycznej i solidarnościowej.

       Jak już wcześniej wspomniałem,  obsługujący nas więźniowie, oprócz posiłków dostarczali nam nielegalnie brzeszczoty i kable do grzałek, a także nowiutkie trzewiki skradzione z magazynu, koszule i czapki więzienne, prześcieradła, otrzymując  od nas herbatę na „czaj", czekoladę i papierosy z darów, a także masłopodobną margarynę, której mieliśmy pod dostatkiem.

     Tak zdobyte prześcieradła  „przerabialiśmy", na chusty, na których koledzy z Krosna  rysowali długopisami a później flamastrami różne obrazki: wizerunki  Chrystusa, Matki Boskiej, „pejzaże" więzienne. Wszystko to, opatrzone podpisami internowanych, przemycane było podczas „widzeń" na zewnątrz. Jakoś wydało się, że mam plastyczne wykształcenie, więc koledzy z przemyskiej grupy, pozazdrościwszy krośnianom ich pomysłów, zlecili mi robotę. Musiałem więc wykonać kilka chust z malowanym flamastrami wizerunkiem matki Boskiej Częstochowskiej. Jedną z nich , Waldek Mikołowiczw imieniu internowanych  wręczył później w darze Ojcu Świętemu, Janowi Pawłowi II, podczas Jego pielgrzymki do Polski. Druga - o ile pamiętam - trafiła do ks.abpa Ignacego Tokarczuka.

      Miałem w związku z tymi zleceniami dużo zajęcia  - tak, że  nie mogłem uczestniczyć  w kursach j. angielskiego, które prowadził  Adaś  Szostkiewicz.

      Potem doszły jeszcze inne prace. Zaczęliśmy wyrabiać drewniane krzyżyki z napisem: <„Solidarność"- Uherce 1981-1982>. Z braku naturalnego surowca, poświęcaliśmy na ten cel boczne listewki więziennych taboretów i klepki parkietu, które mozolnie obrabiane nożem , piłką do metalu i szkłem, przemieniały się  w zgrabne pamiątki, ofiarowywane naszym przyjaciołom na zewnątrz i odwiedzającym nas kapłanom.

     Obok przedmiotów sakralnych, zaczęliśmy wyrabiać pieczątki obozowe w ramach tzw. „Poczty Obozowej". Robiliśmy je z szerokich, płaskich gumek do mazania, tzw. „myszek" oraz dostarczonych nam przez więźniów kawałków linoleum. Linoryty  przedstawiały także  Chrystusa Zmartwychwstałego, Lecha Wałęsę i inne antyreżymowe obrazki. Ktoś zrobił farbę drukarską  i odbijało się pieczątki na papierze, na kartkach pocztowych, na chustach. Wszystko to przemycane było na zewnątrz, do powszechnego użytku „poza cenzurą".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

sobota, 02 maja 2009 0:00

                                                                                XVII.

                           AMNESTY INTERNATIONAL

    Pewnego zimowego dnia odwiedzili nas przedstawiciele Amnesty International, w związku z czym powstało niemałe zamieszanie, obnażające obłudę naszych władz więziennych.

    Właśnie wróciliśmy z łaźni, gdzie otrzymaliśmy świeże poszwy i prześcieradła , prosto z pralni. Oczywiście, daleko im było do białości, niewiele były jaśniejsze od szarych, więziennych koszul. Ponadto obfitowały w wszelakiego rodzaju plamy, plamki, budzące różne domysły. Z początku brzydziłem się spać w takiej pościeli, ale z biegiem czasu trzeba było się przyzwyczaić.

     Właśnie skończyliśmy jej nawlekanie , gdy któryś z kolegów zwrócił uwagę na  klawiszy, biegnących w kierunku naszego pawilonu,  a za nimi więźniów, taszczących jakieś pakunki. Sprawa wyjaśniła się , gdy zdyszany klawisz wpadł dosłownie do celi, a za nim więzień z czystą, bielutką jak śnieg pościelą, jeszcze z metkami zakładu szwalniczego. Inni klawisze rozbiegli się po celach i kazali szybko zmieniać pościel.

     Niektórzy tylko koledzy posłuchali polecenia, ale wielu z nas, którzy wiedzieli, o co chodzi, odmówiło. Zaczęły się więc prośby, , niemalże błagania, aby nie utrudniać, bo delegacja Amnesty International jest już u komendanta. Nie posłuchaliśmy. Niedługo też zobaczyliśmy trzech panów i kobietę w towarzystwie komendanta oraz kilku oficerów służby więziennej, zmierzających do naszego pawilonu.

      Wreszcie przyszli. Klawisze  mocno zdenerwowani, my zaś uradowani - taki kontrast nastrojów, jak kolory świeżej pościeli - tej spod igły i tej, jaką nam stale serwowano do wymiany. Serdecznie powitaliśmy delegacje. Wprawdzie był tłumacz, ale Adaś Szostkiewicz, biegle władający j. angielskim, w naszym imieniu rozmawiał z gośćmi. Pokazaliśmy te dwa rodzaje pościeli, nasz sanitariat, nieszczelne okna. Z satysfakcją obserwowaliśmy zirytowanego komendanta, który był cały czerwony i spocony. Nie mógł nam zabronić mówienie  o tym, co nas bolało. Na pytanie delegatów o przedstawioną sytuację obiecał, że wszystkie usterki będą usunięte, a nasze warunki bytowania ulegną poprawie. Nie można było tak od początku? Trzeba było aż takiego blamażu?...

      Rzeczywiście, jeszcze tego samego dnia  z „kołchoźnika", zamiast „Regulaminu" i propagandy, zaczęła płynąc kojąca muzyka. Znaleźli się szklarze, którzy wymienili szyby w oknach i uszczelnili szpary. Otrzymaliśmy komplet środków czystości do kibla, zamontowano „parawan" z prześcieradła, natomiast na korytarzach pojawiły się kuchenki elektryczne i termosy na gorącą wodę , duża grzałka, zaś cele nie były już zamykane. Zezwolono nam również na swobodne poruszanie się po wszystkich celach, także tych na piętrze, gdzie znajdowali się internowani z woj. krośnieńskiego. Mogliśmy również wychodzić bez nadzoru, o dowolnej porze na spacerownik, oglądać telewizję  w świetlicy. Skończyło się gaszenie światła po wieczornym sprawdzeniu obecności. Nie trzeba było też zrywać się na pobudkę - po prostu, wchodził klawisz , mówił „Dzień dobry", przeliczył  stan obecnych, pytał o samopoczucie, o potrzeby i wychodził. Sądzę, że i dla klawiszy było to wygodniejsze. Kipisz ograniczały się do zabierania nam grzałek „betoniarek", bo -„skoro jest grzałka na korytarzu, to po co wam te domowej roboty, podłączone do lamp  u sufitu i powodujące nieustannie awarie prądu w całym bloku?" A nam właśnie o te awarie chodziło, o wysokie zużycie prądu. To była też nasza forma walki z systemem komunistycznym. Nie zwykła przekora,  nie nawyk, ale świadome działanie sabotażowe, mające podłoże polityczne. Dlatego też, w miejsce skonfiskowanych „betoniarek" powstawały następne i nadal gotowaliśmy wodę w litrowych słoikach.

 

       I była jeszcze jedna wizyta zagraniczna , tym razem z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża -  gdzieś niedaleko tej. Zapamiętałem ją  szczególnie z powodu... papierosów.

       Miałem za sobą paroletni okres abstynencji  nikotynowej. Jednak w obozie papieros był jednym ze środków uspokojenia nerwów. Nasze cele były przesiąknięte dymem. Szczególnymi palaczami byli nasi dwaj kolejarze, Staszkowie. W papierosy zaopatrywał nas sierżant „Wypiska". Były to odrzuty z zakładów tytoniowych, sprzedawane na wagę . Można było kupić luzem całą torbę długich, nie pokrojonych na właściwy wymiar papierosów. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji wróciłem do nałogu.

      Delegacja MCK przywiozła sporo witamin,  podstawowych leków, a także całe kartony papierosów KAMELI. Pierwszy raz widziałem takie papierosy z wielbłądem  na paczce, elegancko zafoliowane. Niektórzy tylko koledzy widzieli je w sklepach PEWEX-u, ale te sklepy  nie były dostępne dla wszystkich  Polaków.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 810  

Słownik internetowy

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95810
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl