Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 157 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

wtorek, 23 czerwca 2009 23:13

                                                         XXXI.

 

                              „UNIWERSYTET"

 

 

      Tydzień po przyjeździe nowych „pensjonariuszy" ruszył „Uniwersytet Internowanych". Nauczyciele akademiccy rozpoczęli wykłady tematyczne z różnych dziedzin: ekonomii, historii, prawa, politologii. Nasz Adaś Szostkiewicz nadal prowadził naukę j. angielskiego, a więc i lektorat językowy - jak na każdej przyzwoitej uczelni - był.

     Szczególnym wzięciem cieszyły się wykłady młodego człowieka, wyglądającego raczej licealistę. Dotyczyły one najnowszej historii.    Słuchaliśmy go z rozdziawionymi gębami. Mówił nie tylko interesująco, pięknym językiem, ale też bardzo dokładnie interpretował i komentował fakty historyczne, a  - co najważniejsze - cytował z pamięci wszelkie dokumenty. Do dziś pamiętam jego wykład dotyczący inwazji sowieckiej na Polskę 17 września '39 roku  i poprzedzającego go tajnego „Paktu Ribbentrop - Mołotow". Chłopak „strzelał"  cytatami, danymi liczbowymi , szczegółowymi datami, faktami, a myśmy słuchali zadziwieni jego erudycją.

    Chcieliśmy również włączyć się , jako że i wśród nas byli nauczyciele mający coś do przekazania w różnych dziedzinach wiedzy humanistycznej, więc Rysiek Buksa, który był zapewne jednym z koordynatorów tego przedsięwzięcia, zaproponował mi, abym wystąpił z cyklem wykładów z literatury polskiej.

    Nie wiem, dlaczego zaproponował to właśnie mnie, był bowiem jeszcze bardziej ode mnie doświadczony wiekiem polonista z grupy krośnieńskiej.  Miałem odpowiedzieć Ryśkowi nazajutrz, jednak jeszcze tego samego wieczora , ku swemu przerażeniu stwierdziłem, że mam całkowitą pustkę w głowie. Próbowałem przypomnieć sobie którąkolwiek epokę literacką, biografię pisarza, jego dzieło ...i nic.  Tak, jakbym nigdy  nic nie czytał. Kompletna niewiedza. Dlatego też, po bezsennej nocy, w trakcie której bezskutecznie usiłowałem cokolwiek wygrzebać z pamięci, odmówiłem przyjacielowi, wyjaśniając wprost przyczynę.

     Rysiek żałował , ale też rozumiał mnie dobrze. Ja sam wkrótce przestałem żałować swej decyzji, bowiem moje ewentualne wykłady wiązałyby się z koniecznością rezygnacji z uczestnictwa w interesujących wykładach z historii, ponieważ te odbywały się równolegle z innymi. Poza tym, miałem mnóstwo innych prac do wykonania: pieczątki, krzyże, malowanie chust. I tak przypomniały mi się słowa poety: „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś". Ktoś pracuje, aby słuchać mógł ktoś -  to odnosiło się wyraźnie do mnie.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

środa, 17 czerwca 2009 23:48

                                                                        XXX.

                                      ŚLĄZACY

 

            

      Luty szybko minął, śniegi stopniały. W powietrzu czuć było zbliżającą się wiosnę. Znowu większa grupa internowanych opuściła obóz. I znowu nadzieje i rozczarowania dla tych, co pozostali. Ale i do tego zdążyliśmy się powoli przyzwyczaić.

     Pewnego dnia kazano kolegom z piętra przenieść się do pustych cel na parterze, po drugiej stronie klatki schodowej. Tam, na końcu korytarza , po lewej stronie mieścił się gabinet lekarski naszego konowała - felczera, po prawej zaś była nie używana już cela-karcer. Kiedyś klawisz zaprowadził nas do tej celi i opowiedział, jakie tortury przechodzili tu skazani  - tortury, które zostały zlikwidowane po interwencji  „Solidarności". Cela nie miała okna, posiadała za to , zamiast łóżka,  przytwierdzoną na stałe do ściany  szeroką deskę , służąca za leże i stół jednocześnie. Nad drzwiami świeciła się jedynie słaba żarówka  i to było jedyne światło, które można było skazanemu wyłączać według widzimisię klawisza.

   W innej celi znajdowały się gry planszowe, również stół z „piłkarzami", zwanymi przez nas „michałkami",  stanowiącymi jedną z bardziej popularnych rozrywek internowanych. W tej celi zbieraliśmy się również na odprawianie nabożeństwa „Gorzkich żali", ponieważ rozpoczął się okres Wielkiego Postu. Modlitwom i śpiewom przewodniczyli tradycyjnie nasi koledzy : Waldek Mikołowicz „kapelan" i  Rysiek Buksa . Ta cela, po zajęciu innych,  nadal pozostała wolna do wspólnego użytku religijnego i rekreacyjnego.

     Był ciepły przedwiośniany, marcowy zmierzch, kiedy przez widoczną od nas bramę obozową zaczęły wjeżdżać  „suki", konwojowane przez milicyjne gaziki. Zajeżdżały kolejno przed opróżniony pawilon. Wychodzili z nich internowani. Wylegliśmy na spacerownik a także do okien i zaczęliśmy śpiewać nasze obozowe pieśni internowanych. Oni stanęli i podjęli pieśń „Solidarni - nasz jest ten dzień", podnosząc w górę dłonie ze znakiem „V".

    Po jakimś czasie  spora kolumna internowanych przybyła z tobołami do naszego pawilonu i została ulokowana na opróżnionym piętrze. Byli to działacze „Solidarności" ze Śląska, a wśród nich profesorowie wyższych uczelni, studenci, górnicy z kopalni „Wujek". Jeszcze raz zostali przez nas przywitani tą samą pieśnią, „Solidarni - nasz jest ten dzień". Gdy już rozlokowali się i zjedli kolację, wspólnie z nimi zaśpiewaliśmy przy kratach Apel Jasnogórski. To było niesamowite przeżycie dla nas i zapewne dla nich.

    Zaczął się nowy etap naszego przebywania w obozie, tym razem z kolegami ze Śląska. Dowiedzieliśmy się o wielu okropnościach, jakie przeżyli w śląskich, poniemieckich więzieniach, o bestialstwie tamtejszych esbeków i klawiszy. W obliczu ich opowieści doszliśmy do wniosku, że nasz obóz to „przedszkole".

     Najgorzej mieli internowani w obozie w Jaworznie. Byli systematycznie bici,  kopani, poniżani. Gdy ich wywożono, powiedziano im, że jadą do Kokotek, na lepsze warunki bytowe ( w Kokotkach obóz zorganizowany został w  normalnym ośrodku wczasowym). Nie wiedzieli, że jadą na drugi koniec Polski, w Bieszczady. Dopiero w połowie drogi, któryś z konwojujących ich milicjantów zdradził miejsce docelowe podróży. Za nimi jechały żony w kilku samochodach osobowych. Zupełnie nieprzygotowane do tak dalekiej drogi dotarły aż tutaj. 

    Nasze życie ze Ślązakami nabrało nowego blasku. Byli zaskoczeni swobodami, jakie sobie wywalczyliśmy. Szybko nawiązaliśmy  nowe znajomości, zaprzyjaźniliśmy się. Oni byli ciekawi naszej przeszłości, my - ich.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

"Piękna nasza Polska cała..."

poniedziałek, 15 czerwca 2009 0:54
Maki, bławaty, zboża i siano...
  
  W niedzielę zrobiliśmy sobie z żoną wycieczkę rowerową za miasto.
   Po wczorajszych opadach powietrze rześkie, trochę wiatru, ale też i słońce przygrzewało. Najlepsza pora , by po procesji Bożego Ciała i po lekkim obiedzie oderwać się od telewizora, zaspokoić ducha i ciało.
  Ponieważ miasto usytuowane jest na wzgórzu, dość szybko zjechaliśmy na północne jego rubieże, na rozciągającą sie równinę pełną łąk, pól , zagajników i malowniczych , nowych domków. Gdzie niegdzie jeszcze stare, drewniane domy sprzed wojny sąsiadują z tymi z epoki gomułkowskiej i gierkowskiej, ale i te już wypierane są przez współczesną kolorową architekturę, świadczącą o zasobności mieszkańców dawnej, słynnej ze swej nędzy, Galicji.
  
   Pojechaliśmy tempem spacerowym kilkanaście kilometrów , do miejscowości, w której mieszkaliśmy w latach siedemdziesiątych  dwudziestego wieku. A więc , w pewnym sensie była to wycieczka trochę sentymentalna. Niektóre domy rozpoznaliśmy, przypominając sobie nazwiska gospodarzy, niektóre miejsca zarosły wysokimi drzewami, a tam  gdzie znajdowała sie drewniana, piętrowa szkoła, w której kiedyś wiedliśmy swój sielski, nauczycielski żywot w towarzystwie wspaniałych sąsiadów, teraz ujrzeliśmy tylko pięknie wystrzyżony trawnik i kapliczkę.
     I inne różnice w wyglądzie  mijanych wiosek dawały się wyraźnie zauważyć. Oto równo przystrzyżone trawniki - bez kur, gęsi, indyków. Tylko pies, ale już nie wiejski kundelek, lecz rasowy -  najczęściej owczarek niemiecki lub szkocki.  Przy nielicznych, starszych budynkach widoczne były jeszcze stodoły - ślady dawnej zasobności gospodarskiej, dziś zapewne puste. Dawne obory zamienione w garaże dla nowoczesnych bmw, fordów,oplów, które zastąpiły poczciwe kasztanki, gniadosze, siwki, nie zieją  już specyficzną wonią końskiego potu, lecz smarem, oliwa , benzyną. Na niektórych podwórkach ustawiony na środku dawny wóz z kołami drewnianymi, pomalowany na zielono, brązowo i przyozdobiony doniczkami z czerwonymi, białymi, różowymi pelargoniami. I na łąkach z rzadka już dostrzec można krowę - kiedyś najważniejszą żywicielkę całej rodziny. Taka jest współczesna wieś galicyjska, czyli podkarpacka, pokryta antenami satelitarnymi, ozdobiona altankami z nieodłącznymi plastikowymi krzesłami oraz grilem.
    A w dawnych ogródkach, zamiast grządek z cebulą, koprem, marchewką i innymi jarzynami , niezbędnymi dla każdej wiejskiej gospodyni - teraz tylko przeróżne kwiaty, iglaki i krasnale. Pozostały tylko tu i tam sady ze starymi szczepami , z czerwieniącymi się przez metalowe lub betonowe ogrodzenia jarymi wiśniami, tu często zwanymi "szklankami" . Czasem, przy starszej chałupie jeszcze zamdli swym zapachem, właśnie teraz kwitnący dziki bez - dla mnie wspomnienie słonecznego dzieciństwa, a jednocześnie źródło leku na wszelkiego rodzaju przeziębienia i inne schorzenia dróg oddechowych. No i boćki, które nic nie robiąc sobie z nowocześności, dalej, tradycyjnie budują gniazda na słupach na drzewach , alejuż nie na domach, bowiem nowoczesne, blaszane dachy wyraźnie im nie odpowiadają. Jadąc, naliczyłem około czterdziestu gniazd , a na każdym z nich samotnie stojący lub wysiadującu jaja bociek.
  Jednakże nie uroki współczesnej polskiej wsi warte były niedzielnej wyprawy. Warto było jechać po to, by nacieszyć oczy pięknem krajobrazu: oto różne odcienie zieleni na mijanych , rozległych łąkach i polach - zieleni urozmaicanej czerwienią maków polnych,  rosnących w przydrożnych rowach , tworzących czerwone skupiska w rzepaku, pszenicy, na miedzach. Pojawiają się już niebieskie bławaty, fioletowe driakwie, żywokosty i bodziszki łąkowe, kwitnie dziki groszek, wyka, biała miodunka, no i koniczyna ( czerwona i biała). Na niektórych łąkach żółte jaskry przeplataja się z różówymi kwiatami, których nazwy nie znam i z bordowym kwiastostanem burzanów.A wszystko to tworzy symfonię  mijających się zapachów, które z nagła uderzaja w nozdrza i nagle znikaja, ustępując miejsca następnym: zapach ziół, zapach świeżej  skoszonej trawy, podeschniętego siana, pszenicznych kłosów, maków i  chabrów, dzikiego bzu maciejki z przydomowego ogródka , jeszcze kwitnącego łanu późnej odmiany rzepaku, zapach sosny i świerków mijanego właśnie lasu - wszystko to , choć znane z dzieciństwa i młodości, staje sie odkryciem na nowo, powodem naszego zachwytu.
  Wróciliśmy z małżonką do domu szczęśliwi, mając za soba ponad trzydzieści klometrów rowerowego spaceru. I nie jest to nasz ostatni taki spacer.
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Minął ciekawy tydzień

niedziela, 07 czerwca 2009 23:48
Minął zbyt szybko ten tydzień.
   Za sugestią Krystyny
  napisałem wspomnienia z wycieczki do Zakopanego. Widocznie napisałem zbyt dużo, bo nagle tekst mi zniknął, z wyjatkiem ostatnich słów (w przyszłości muszę pisać w Wordzie i, po prostu, później "wklejać"- tak , jak to robię ze wspomnieniami obozowymi). Niestety, ponieważ moje teksty sa "niepowtarzalne", nie będę  również tego odtwarzał z pamięci. Powiem tylko, że wycieczka była świetna, krajobrazy - podhalański i tatrzański  cudowne , mimo pochmurnej i deszczowej w ostanim dniu pogody. Młodzież nie zawiodła,czkolwiek mankamentem było to, że z powodu mojego emerytalnego statusu, dla mnie już w dużej mierze nieznajoma (ale udało się nam nawiązać przyjazne relacje, mimo, że wieczorem zdecydowanie stałem na straży cztystości obyczajów i nie pozwoliłem na wzajemne odwiedzanie się chłopców i dziewczyn po 22:00). Odżyły też miłe wspomnienia z przeszłości, związane z niektórymi miejscami. Dlatego nie żałuję tych trzech dni poza domem.
    Nie żałuję też minionej soboty w Krakowie, na Kazimierzu, gdzie uczestniczyłem w ślubie i przyjęciu weselnym mojego siostrzeńca. Piotr pojął za małżonke Agnieszkę. Świetna para, piękna oprawa, wspaniałe , ciepłe kazanie dla nowożeńców. Piotr - wysoki, dobroduszny , kojarzony przeze mnie z Bogumiłem Niechcicem mężczyzna -na pewno nie będzie w tym związku pełnił funkcji "kierowniczej". Przejmie ją Agnieszka, a on będzie chronił  nową rodzinę, zapewniając jej właściwy rozwój. Patrząc na szczęśliwych Młodych, mimo woli przypomniałem sobie swój ślub, a następnie słowa Glorri Polo, zawarte w jej "Świadectwie", a dotyczące obecności Chrystusaw tej nowej, rodzinie.   I przypomniałem sobie, że już niedługo nasza Ewunia będzie tak samo patrzyła swemu Markowi w oczy, składając przyrzeczenie małżeńskie;  że on również, jak Piotr, będzie cały czas uśmiechnięty, radosny, jak by mówił: "Oto już jesteś najmilsza,   na zawsze moja;  już Cie nie opuszczę aż do śmierci".

Wróciłem dziś po południu i naprawdę, jestem zmęczony, więc nie odwiedzę nikogo więcej)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  94 578  

Słownik internetowy

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 94578
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3454
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 3910 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl