Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 720 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cz II)

poniedziałek, 27 czerwca 2011 1:17

                                      XXII      

 

 

                   A ŻYCIE SIĘ TOCZY… (2)

 

      Wraz  z  zaprzyjaźnionym dominikaninem o. Bogumiłem, który w okresie mojego internowania wspierał nas duchowo i materialnie i który teraz  był częstym gościem w moim domu, doszliśmy do wniosku, że  w moim przypadku zbyt mocne zaangażowanie w działalność podziemną nie wchodzi w rachubę. Po pierwsze, jestem pod stałym „nadzorem” SB, każdy mój krok jest śledzony, więc łatwo mógłbym narazić innych na dekonspirację. Po drugie,  mam rodzinę i jej muszę zapewnić bezpieczeństwo, a ponadto, przyrzekłem żonie, że nie będę narażał siebie i bliskich, zwłaszcza dzieci,  na ponowne, przymusowe rozstanie. A po trzecie – jest tyle innych sposobów, by  podkopywać niesprawiedliwy, wrogi system.

      Jak już wcześniej wykazałem,  nie dało się całkowicie  wyłączyć z działalności konspiracyjnej. Udział w przygotowaniach rocznicowych i patriotycznych obchodów,  kolportaż  prasy i publikacji książkowych z tzw. drugiego obiegu, spotkania niby-towarzyskie, rozmowy – te „dzienne” i „nocne” absorbowały uwagę esbecji. W niektóre działania włączyła się również  moja małżonka,  zatem wobec niej miałem sumienie czyste.

    Jednak w większości nasza  działalność koncentrowała się przy kościele parafialnym i nie tylko. Okazało się,  że dla laikatu jest tu  szerokie pole do działania – pole  działalności służebnej wobec wspólnoty parafialnej. Ostatecznie, to my, ludzie świeccy, ten Kościół stanowimy. Zatem, jeżeli mamy przemieniać świadomość społeczeństwa, to w oparciu o wartości pewne, głoszone przez Kościół, oparte na zasadach ewangelicznych.

    Tak więc,  rozpoczęliśmy z inicjatywy o. Bogumiła, razem z nim i przy współudziale jeszcze kilku znajomych mu osób realizować pewne zamierzenia. Rozpoczęliśmy w parafii, przy błogosławieństwie ówczesnego przeora, gorącego patrioty i znakomitego kaznodziei, o. Bogusława Golaka, cykl spotkań  zatytułowany „A, B, C  CHRZEŚCIJAŃSTWA”.  Odbywały się one  co drugi miesiąc w niedzielę, w kościele, najczęściej po wieczornej Mszy świętej. Moim zadaniem było przygotowanie plakatu na tydzień przed spotkaniem (ręczna, żmudna  praca wykonywana plakatówkami lub kredkami w czasach, gdy o komputerze nikt jeszcze nie myślał).

     Zaproszeni przez o. Bogumiła prelegenci reprezentowali  z reguły krakowskie środowisko intelektualne związane z Tygodnikiem Powszechnym. Mieliśmy więc okazję wysłuchać m.in. redaktorów: Józefy Hennelowej i Marka Skwarnickiego, Jacka Woźniakowskiego, Stefana Wilkanowicza; przybyli również Jan Maria Jackowski, czy wspomniany już wcześniej ks. Stanisław Skorodecki.  Był umówiony również Tadeusz Mazowiecki, ale akuratnie to spotkanie nie doszło do skutku, ponieważ był on mocno pilnowany przez SB, a potem zaangażowany w prace przy reaktywowaniu „Solidarności”.

    Niektórym prelegentom udzielaliśmy gościny  i noclegu w naszym mieszkaniu, była więc okazja dowiedzieć się czegoś więcej z „szerokiego świata”, a nasze rozmowy przeciągały się nieraz do późnych godzin nocnych.

Gościły więc u nas: red. Józefa Hennelowa, aktorka Halina Mikołajska, dr  Helena Gulanowska onkolog i ginekolog, obrończyni dzieci nienarodzonych.

      Spotkania w ramach wspomnianego cyklu były czymś nowym w dominikańskiej parafii. Wierni nie byli przyzwyczajeni do tego, by od ołtarza  głosił do nich jakiekolwiek słowo człowiek świecki, dlatego od początku świątynia była pełna , a  na następne spotkania zaczęli przychodzić ludzie z innych parafii. Oczywiście, na pewno uczestniczyli też „smutni panowie”. Pamiętam sytuację, gdy podczas występu Haliny Mikołajskiej (prezentowała poezję maryjną) dosłownie wbiegł zdyszany do kościoła  funkcjonariusz SB . Uśmiechnął się głupio do mnie i usiadł w ostatniej ławce. Nie wiem, czy nagrywał, ale nie mieliśmy nic do ukrycia. Halina Mikołajska zapowiedziana była na plakacie. Kiedy do późnej nocy opowiadała nam o swoich perypetiach ze Służbą Bezpieczeństwa podczas swej działalności w KOR (rozkręcanie samochodu, przetrzymywanie na komendzie i inne szykany), to dziwiłem się, że udało jej się dotrzeć do Jarosławia.

    Pani dr Helena Gulanowska  z Lublina, jako lekarz - ginekolog odmówiła dokonywania aborcji, za co została przeniesiona karnie do przychodni. W ten sposób postawiona została niejako „na pierwszej linii frontu”, bowiem w przychodni zaczynała się zazwyczaj droga na fotel aborcyjny. Udało się jej odwieść wiele pacjentek od tego zamiaru. Angażowała znajomych, rodzinę do pomocy dziewczynom, kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji, otaczała je troskliwą opieką, byle tylko ocalić dziecko. To właśnie dzięki niej udało się nam,  na zakończenie cyklu jej wykładów, sprowadzić z Lublina „Wystawę w obronie życia poczętego”.  Ustawiona została w nawie bocznej bazyliki i nikt nie protestował z powodu „ zbyt drastycznych”, kolorowych zdjęć. Ludzie w milczeniu oglądali ( zapewne pierwszy raz w życiu)  i przeżywali – każdy na swój sposób.

    Nie zawsze te spotkania odbywały się z udziałem przyjezdnych prelegentów. O. Bogumił zaproponował kilka konferencji poświęconych społecznej nauce Kościoła w ujęciu papieża Jana Pawła II. I tu właśnie przypadła mi rola  „miejscowego prelegenta”. Gdy  wzbraniałem się od tego zadania, tłumacząc się autentyczną tremą,  o. Bogumił powiedział tylko:

- Panie Tomaszu, jest pan przecież nauczycielem, w dodatku polonistą, więc na pewno pan sobie poradzi.

   W obliczu takiej argumentacji musiałem zmierzyć się z tym niezwykłym dla mnie zadaniem. Pomocne mi były teksty przemówień i encyklik papieskich i z wsparciem Ducha Świętego jakoś przez ten „chrzest” przebrnąłem. (cdn.)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cz II)

sobota, 18 czerwca 2011 22:57

Dziś wracam do wspomnień  z okresu stanu wojennego. Powoli zbliża się wolność, a więc opowieść skończy sie na okresie transformacji.

 

                                             XXI .

                        A ŻYCIE SIĘ TOCZY…

            POD SPECJANYM NADZOREM (1)

 

     Zdążyliśmy przyzwyczaić się do sytuacji stanu wojennego. Powoli też życie zaczęło powracać do normy. Bo normą stało się wyczekiwanie w kolejkach za byle towarem, załatwianie i zdobywanie zamiast normalnego kupowania, kartki na wszystko, co miało stać i leżeć na półkach , a czego nie było, z wyjątkiem octu.

      Zdarzało się, że od godziny 4 rano stawało się przed sklepem mięsnym (przykre było stawanie zimą, w mrozie), z radością witając personel  sklepowy, który zjawiał się ok. godz. 6. Potem oczekiwano jeszcze godzinę  na dostawę towaru. Pomijam  spory kolejkowe, bo zawsze byli tacy, co próbowali ominąć ustalone zasady.  Dla czekających szuranie po posadzce  pojemników z wędlinami dawało nadzieję na zdobycie w tym dniu przynajmniej jednego pęta  pachnącej kiełbasy. Zdarzało się często, że ostatnie pęto ktoś kupił przede mną, a ja stałem przecież  tylko za kiełbasą. Utarło się powiedzenie dotyczące podobnie zawiedzionych : „No, to każdy może dostać tylko po ryju”, bowiem , oprócz  przysłowiowych ochłapów, w pojemnikach pozostały  tylko świńskie ryje.

     Niepowodzenia w sklepie mięsnym rekompensowaliśmy innymi „zdobyczami’.  Oto rzucili do sklepu papier toaletowy – ten, dzisiaj najlichszy, szary, bo żadnego innego wówczas nie było. Nieważne, że człowiek szedł w garniturze, „pod krawatem”. Jeżeli nadarzyła się okazja, to kupował cały wianuszek rolek przewiązanych papierowym  sznurkiem, przewieszał przez ramię jak radziecki rewolucjonista pas z nabojami  i maszerował z dumą zwycięzcy przez miasto. I tylko wściekłość ogarniała go w domu przed telewizorem, gdy słyszał ironiczne słowa  Jerzego Urbana, ówczesnego rzecznika władzy : „Rząd sam się wyżywi”.

       W styczniu  każdego roku  b. internowani zwoływali się na spotkanie opłatkowe. Przybywaliśmy zazwyczaj wszyscy z rodzinami do wyznaczonej parafii. Wiadomo, że odbywało się to z zachowaniem  wszelkich zasad konspiracji. Aby funkcjonariusz SB  kontrolujący rozmowy telefoniczne miał trudny orzech do zgryzienia, posługiwaliśmy się szyfrem. Niemniej jednak, mieliśmy „obstawę” prawie za każdym razem w drodze powrotnej, ale na teren świątyni i pomieszczeń parafialnych  nikt niepowołany nie wchodził.     

    Oczywiście, w spotkaniach tych uczestniczyły również nasze małżonki, które przecież szczególnie dotkliwie znosiły czas rozłąki. Na ich barkach spoczywał obowiązek utrzymania domu, wychowania dzieci podczas naszej nieobecności. Były prawdziwymi bohaterkami. Teraz wspólnie wspominaliśmy ten okres, mając do niego pewien dystans. Każdy dzielił się swoimi przemyśleniami. Ci, co wcześniej zostali zwolnieni z obozu, mogli wzbogacić  swoją wiedzę. Najbardziej jednak chłonni wiedzy o obozowym życiu byli towarzyszący nam kapłani.

     Szczególnie wzruszające było spotkanie opłatkowe w ówczesnej katedrze lubaczowskiej uświetnione  występem chóru kleryków i specjalnie przygotowanym poetyckim programem, w którym wystąpili dwaj księża: proboszcz, mający zamiłowania aktorskie i wikary Franciszek Nieckarz,  mój były wychowanek z  internatu, późniejszy rektor seminarium  duchownego. Gościł nas ówczesny ordynariusz diecezji lwowsko-lubaczowskiej, ks. bp. Marian Jaworski, obecny kardynał, metropolita lwowski. Uczestniczył również ks. Stanisław Skorodecki, współwięzień ks. prymasa, kardynała  Stefana Wyszyńskiego. (cdn)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Pogrzeb Janusza Kołakowskiego

wtorek, 07 czerwca 2011 23:40

W czerwcowy wtorek pożegnaliśmy Janusza Kołakowskiego

   Żegnały Go  tysiące ludzi, kilkudziesięciu kapłanów z Polski i Ukrainy.Byli też przedstawiciele zaprzyjaźnionych miast:  Jaworowa, Drohobycza (Ukraina) i Mihalowiec (Słowacja).  Mszy św.i ceremonii pogrzebowej przewodniczył   bp pomocniczy Archidiecezji Przemyskiej, ks. Adam Szal. Odczytany został specjalny list kondolencyjny od ks. abpa Józefa Michalika, Metropolity Przemyskiego. Mowy pożegnalne wygłosili  posłowie RP: Mieczysław Kasprzak i Tomasz Kulesza, marszałek województwa, Mirosław Karapyta, burmistrz, przewodniczący Rady Powiatu, kapelan szpitala psychiatrycznego w Żurawicy, w którym Janusz był dyrektorem. Starpolskie żalobne pieśni śpiewają przyjaciele Janusza, m.in. Marcin Bornus-Szczyciński współorganizator sierpniowych Miedzynarodowych Festiwali Muzyki Dawnej "Pieśń Naszych Korzeni".

  A potem, w asyście ponad dwudziestu pocztów sztandarowych, wojska, młodzieży szkolnej i "strzeleckiej", harcerzy, zespołu ludowego oraz tysięcy znajomych, Janusz odprowadzony został na Stary Cmentarz. Zaraz za Kościołem pw. Świętej Trójcy mijaliśmy  bydynek Starostwa Powiatowego ozdobiony flagami państwowymi z kirem. Dwa pierwsze okna na piętrze to okna gabinetu Janusza, gdy tu urzędowal przez dwie kadencje jako wicestarosta. Tłumy ludzi na chodnikach po jednej i drugiej stronie  drogi krajowej A-4, którą Janusz z założoną przez siebie "Małą Ojczyzną" 6 lat temu skutecznie blokował, chcąc wywalczyć obwodnicę dla miasta, dziś już będącą  w trakcie realizacji.

   Gdy wchodzimy na cmentarz - ten sam, przy którym Janusz co rok w Święto Zmarłych kwestował z puszką  dla odnowienia zabytkowych nagrobków - ceremonia pogrzebowa już trwa. A tłumy wciąż wypełniają przestrzeń między grobowcami. Tylu przyjaciół Janusz zgromadził. Bo Janusz był człowiekiem otwartym na innych , nigdy  samotnikiem. Szedł stale do ludzi i  ludzi do siebie przyciągał.

    Morze kwiatów pokrywa grobowiec, w którym złożno Jego ciało. Jeszcze nigdy nie widziałem na pogrzebie tylu wieńców, wiązanek, pojedynczych kwiatów. Mówią, że znaczna ich część w czasie Mszy św złożona była przed kościołem, bo w nim nie było już miejsca. Dowody pamięci, dowody wdzięczności, przyjaźni, miłości, żalu, smutku. Czy kwiat może być symbolem smutku? Tak myślę sobie przez łzy, starając się przypomnieć, jakie to kwiaty były ulubionymi przez Janusza. Janusz "patrzy" teraz na to wszystko (póki się nie rozejdziemy) i ...chyba sam nie spodziewał się tylu gości naraz.Ale on lubił jednoczyć.

   Myślami jestem przy Januszu. Tyle razem przeszliśmy , tyle podróży wspólnych, rozmów, współdziałania. Stowarzyszenie Samorządowe Mała Ojczyzna to "nasze dziecko". Nie wszystko, co zrobił Janusz, zostało  w przemówieniach  okolicznościowych powiedziane, ale z tego, co powiedziano, wyłonił się obraz postaci wielkiej, nietuzinkowej, na wskroś renesansowej - jak to  zaznaczył jeden z jego przyjaciół. Miałem i ja coś powiedzieć jako ostatni mówca, ale jeden z księży pośpieszył się i trzech nas (starosta , przyjaciel  z Ukrainy i ja)  nie miało już szansy publicznie pożegnać Janusza. Może to i dobrze. Może właśnie dlatego mogę tę swoją "mowę pogrzebową " tu umieścić.

Januszowi – przesłanie na drogę

Ostatnią ( zamiast mowy pogrzebowej)

 

Idź, Przyjacielu,

wyprostowany,

jak zawsze.

Idź tam,

gdzie KRES

znaczy POCZĄTEK.

 

Idź wyprostowany,

gdzie lęk

każe zginać kolana

i skłoń się

- jak zawsze to robiłeś

przed MAJESTATEM,

patrząc prosto

TWARZĄ – W TWARZ.

 

Przed Jego Obliczem

nie lękaj się,

bo Miłość

nie potrzebuje strachu,

nie sądzi

(to zrobisz Ty, sam).

 

 Na Jego pytanie:

- Jak żyłeś?

- odpowiadaj prosto:

- Jak widzisz, Panie!

Moje ręce pełne,

ale czyste;

serce dzielone sprawiedliwie

według Twoich Przykazań;

„W dobrych zawodach wystąpiłem,

Bieg ukończyłem”,

wierny do końca;

stoję przed Tobą

i rzucam na szalę dobra

łzy tych,

co zostali

- by świadczyły

 za mnie

 miłością wielu….

 

Tak, Przyjacielu,

powiedz Panu,

gdy tam

już przybędziesz.

A potem

pokaż jeszcze,

 co potrafisz,

a co lubi On

(bo przecież,

nie tylko w Kanie

był na weselu):

polkę, mazura, oberka…

- daj Mu trochę radości.

 

Idź, Przyjacielu

wyprostowany,

jak zawsze

do celu,

pewny,

że nie dosięgnie Cię

słowo oszczercy,

bo Miłość nasza

będzie Twoją

tarczą.

Idź, Przyjacielu.

 

 Jarosław, 7 czerwca, 2011 r.

 Można też zobaczyć Janusza w tańcu. Tańczy ze swoją córką na festynie ludowym, na tydzień przed tragicznym wypadkiem. to ten szczupły, troche siwy pan z brodą. Bo taniec był pasją Janusza i wychowanka słynnej pani Lidii Nartowskiej.

http://www.youtube.com/watch?v=k23u2rlie4o&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=LrWYkvzXBKI&feature=related

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Pożegnanie

sobota, 04 czerwca 2011 0:46

 

Ś.p. Janusz Kołakowski

   Dziekuję wszystkim  za solidarność . Niestety, mój Przyjaciel,  Janusz Kołakowski zmarł, choć wszystko raczej wskazywało na powolny powrót do zdrowia. Widocznie Pan miał inne plany wobec Niego. Jestem w szoku, bo straciłem nie tylko znakomitego, niezawodnego przyjaciela, który był mi jak młodszy brat, ale odszedł człowiek, którego nie da się zastąpić. Pozostało wiele jego znakomitych dzieł, które będą o nim świadczyly przez długie lata. Niektóre nie dokończone.





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  94 467  

Słownik internetowy

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 94467
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3453
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 3908 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl