Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 377 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cz.II)

środa, 28 lipca 2010 1:42
Dziś ciąg dalszy historii z kartkówkami

                                                                                   XI.

 

 

                           „ MY TAKICH NIE POTRZEBUJEMY",

                czyli „Polaków" nie-nocne rozmowy o kartkówkach"

 

 

        Spodziewałem się jakichś reperkusji. Wiedziałem, że SB nie odpuści, ale miałem - jak to się mówi - dziką satysfakcję, że udało mi się pokrzyżować „smutnym panom"plany: miało pójść tak łatwo, a tymczasem ... trzeba będzie tłumaczyć się przed szefostwem. Ta satysfakcja była silniejsza od niepokoju o pracę w szkole, czy ewentualne dalsze, przykre następstwa. Przyznam, że było mi to obojętne.

       Długo nie trzeba było czekać.  W tydzień  od incydentu ze wspomnianymi kartkówkami dostałem wezwanie, ale tym razem do Wojewódzkiej Komendy MO w Przemyślu, na ul. Mickiewicza. Jadąc pociągiem, w myślach układałem sobie plan działania: nie dam się zastraszyć; przedstawię te same argumenty, które przedstawiłem Węglarzowi; nie pokażę wcale, że na pracy w szkole tak bardzo mi zależy. I nie dam się sprowokować.  Chyba nic mi nie zrobią, bo gdyby konsekwencją miało być zatrzymanie na dłużej, to z pewnością nie wysyłaliby „zaproszenia" , tylko przyjechaliby nocą  i zabrali. Tak sobie myślałem. Jeszcze tradycyjnie modlitwa do Ducha Świętego  o mądrość w rozmowie i... wkroczyłem do „jaskini lwa".

     Rozmowę  ze mną prowadził kpt. Cyrano. Przywitał mnie chłodno, nie tak wylewnie, jak podczas swoich wizyt w obozie. Towarzyszył mu inny esbek, którego, ze względu na klapniętą powiekę nazwałem „Falconettim"( od nazwiska jednego z gangsterów  popularnego amerykańskiego serialu „Waszyngton za zamkniętymi drzwiami").  

        - No, panie Petry - rozpoczął Cyrano - myślałem, że więcej się nie zobaczymy w takiej sytuacji... że nie będę musiał pana wzywać. Sprawił  pan nam, a mnie szczególnie, przez swoją nieobywatelską postawę, ogromny zawód... Bo ja, panie Tomaszu, byłem pewny, że w obozie wszystko pan przemyślał. Zresztą, zapewniał mnie pan, że nigdzie nie będzie się angażował, że nie będzie pan prowadził wrogiej działalności, a tymczasem... Przecież pan , panie Tomaszu, pracuje w socjalistycznej szkole, bierze socjalistyczne pieniądze...

      - I mieszka w socjalistycznym bloku... - wtrącił „Falkconetti".

      - Tak! - kontynuował myśl swego kolegi Cyrano, podnosząc nieco głos. - Ten blok wybudowali komuniści, a pan wykazuje się zupełną nieodpowiedzialnością, niechętną, wręcz wrogą postawą wobec socjalistycznego państwa i jego obywateli...

       Cóż miałem odpowiedzieć na tak „rzeczowe"  i ciężkie zarzuty? Spuścić głowę, bić się w piersi, przeprosić i przyrzec poprawę? Chciało mi się śmiać. Miałem zamiar spytać o procent komunistów w „socjalistycznym państwie", o miejsce większości pozostałych obywateli, którzy komunistami nie są  i tych, którzy budując bloki, nie wiedzieli, że mają one być socjalistyczne. Miałem rozpocząć polemikę, ale pomyślałem sobie: po co? Przecież im o to chodzi, bym przy okazji „odkrył się", dał jakiś pretekst do dalszego działania, nie wiadomo jakiego - może nawet do zatrzymania na dłużej, bo i to należało wziąć pod uwagę. Dlatego milczałem przez cały czas, z uśmiechem na twarzy obserwując obydwu panów. Mam zwyczaj patrzenia rozmówcom prosto w  twarz, zatem czasem nasze spojrzenia krzyżowały się i wówczas   to ich oczy błądziły - to po suficie, to po ścianach, albo patrzyli na siebie nawzajem, szukając potwierdzenia swych  mentorskich wywodów.

        Kiedy miałem już dosyć , a repertuar  socjalistycznych argumentów panom się wyczerpał, poprosiłem o głos. Obaj z zainteresowaniem spojrzeli na mnie i dosłownie... nadstawili uszu. Wyłuszczyłem więc kolejny powody swojej odmowy oddania kartkówek, podkreślając przede wszystkim to, że nie podpisywałem żadnego zobowiązania do współpracy z SB. I tu reakcja była  niezwykle gwałtowna. Cyrano zaperzył się, jego okrągła jak księżyc w pełni twarz poczerwieniała. Podniósł głos, prawie wykrzykując zdania, które miały pokazać, jakim jestem marnym człowiekiem.

        - My takich jak pan na współpracowników nie potrzebujemy!... Pracować u nas  to zaszczyt!.... Tu pracują prawdziwi patrioci!.... A nie tacy jak pan! - pienił się Cyrano, zaś „Falconetti" przytakiwał mu, co chwilę powtarzając : -„ No, właśnie..."

          Ze spokojem, ale też z ogromnym rozbawieniem, zupełnie nie przystającym do miejsca i okoliczności, przyglądałem się obu panom. Zastanawiałem się, czy ich oburzenie jest szczere, czy też  udawane, na pokaz - na ile sami wierzą w to, co mówią.

       - Czy teraz pan zrozumiał wszystko, panie Tomaszu? - spytał na zakończenie Cyrano. - Nie chciałbym już w przyszłości wzywać pana do Przemyśla. Niech się pan cieszy, że panu pozwoliliśmy pracować. Jest pan przecież  inteligentnym człowiekiem i wie, jakie obowiązki na panu spoczywają.

       - Wiem, wiem. I zdaję sobie sprawę,  że pracuję w socjalistycznej szkole i mieszkam w socjalistycznym mieszkaniu - powiedziałem ni stąd ni zowąd, zupełnie poważnym tonem.

       - No, właśnie! - ucieszył się z takiego mojego „oświadczenia" Falconetti.

        - Wie pan co ? - zwróciłem się do Cyrano, gdy już obydwaj panowie podnieśli się na zakończenie rozmowy, podając mi rękę na pożegnanie. - Przez chwilę miałem wrażenie, że słucham socjalistycznego kazania. Nadawałby się pan na wspaniałego proboszcza.

       Jakoś upiekło mi się i tym razem. Spodziewałem się po tym incydencie najgorszego, ale włos mi z głowy nie spadł. Dopiero po ujawnieniu „teczki operacyjnej" przeczytałem, że jednak rozważano ponowne internowanie mnie, jako osoby zagrażającej....

    A jak to wyglądało z drugiej strony? Oto raport z „teczki operacyjnej"(pisownia oryginalna):

 

 „       SŁOWNY OPIS ZAGROŻENIA "

 

       W ramach działalności profilaktycznej przed świętem 1-go Maja w dniu 28.04.1983 r. z figurantem kwestionariusza operacyjnego nr.................. Tomaszem Petry przeprowadzono rozmowę  profilaktyczno-ostrzegawczą.

W trakcie rozmowy doszło do wyjaśnienia motywów jakimi kierował się odmawiając przeprowadzenia kartkówki dla potrzeb MO w szkole, w której uczy j. polskiego. Kartkówki takie przeprowadzono  również w innych szkołach  na terenie Jarosławia w celu uzyskania materiału do przeprowadzenia  badań porównawczych pisma.

 Wyjaśniając powyższe PETRY oświadczył, że uważał to za formę współpracy z organami MO, którym już takiej współpracy odmówił, ponieważ nie  jest to zgodne z jego przekonaniami. Uważa również, że nie jest to zgodne z etyka jego zawodu. Prosił, by więcej nie włączano go do realizacji takich zadań.

W sprawach polityki... (tekst nieczytelny)... jak stwierdził jego radio i telewizor są „na emigracji" w wiecu pierwszomajowym nie zamierza wziąć udziału, ponieważ jako katolik będzie uczestniczył w tym czasie w nabożeństwie. Do nowych związków wstąpić nie zamierza. W trakcie rozmowy ukazano mu, jakie zadania stoją przed nauczycielem świeckiej szkoły i socjalistycznej tu wykazano mu rolę organów MO i SB socjalistycznym państwie, zalecono do zastanowienia się nad problemem, czy mając takie przekonania może być nauczycielem socjalistycznej szkoiły oraz ostrzeżono przed konsekwencjami w przypadku działaia  niezgodnego z ustawodawstwem obowiązujący w PRL.

        Ze względu na jego oportunizm i negatywny stosunek do organów MO i SB pozostawał będzie nadal pod aktywną kontrola operacyjną.

 

                                                                                            (podpis zamazany, oznaczony    

                                                                                                                  przez    IPN cyfrą 3, 

                                                                                                               prawdopodobnie     

                                                                                                 symbolem mojego rozmówcy)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cz.II)

czwartek, 15 lipca 2010 0:12
     Po dłuższej przerwie wracam do swoich wspomnień ze stanu wojennego. W poprzednim odcinku rozstałem się z moim "opiekunem", esbekiem Cieplickim. W okresie transformacji spotykałem go czasami na ulicy. Już trochę posiwiał , lekko przytył, ale , gdy mnie zobaczył, uciekał ze spojrzeniem. Zachowywał się inaczej niż inni esbecy, którzy z daleka wołali : "Dzień dobry , panu!". Któregoś dnia, gdy pełniłem funkcję Przewodniczącego Rady Powiatu, wychodzac ze swojego gabinetu w starostwie, natknąłem sie na niego, zmierzajacego do sekretariatu. Gdy mnie zobaczył, szybko zawrócił  i wyszedł . Uprzedziłem panie w sekretariacie, kto do nich zmierzał. Powiedziały, że czasem przychodzi jako akwizytor  rozprowadzajacy książki z zakresu administracji.
    Wspomniana w dzisiejszym odcinku pani wicedyrektor nadal cieszy sie zaufaniem nauczycieli i nieprzerwanie od tamtego czasu tę funkcję pełni. Był okres, gdy jako wicedyrektor szkoły razem z nią współpracowałem, ale do sytuacji tu opisanej nie wracaliśmy. Jej mąż natomiast założył własną firmę.Stara się być wobec mnie uprzejmy, ale ostatnio legalnie, zgodnie z prawem uniemożliwiłem mu zdobycie miejsca w Radzie Nadzorczej Spóldzielni Mieszkaniowej (jemu i byłemu szefowi ZOMO).
A teraz zapraszam do lektury.


       

 

                                                                                      X. 

                                           KARTKÓWKI

 

 

 

       Z kpt. Cyrano ostatni raz spotkałem się  z końcem kwietnia 1983 r. w siedzibie SB w Przemyślu, gdzie zostałem wezwany w związku z kartkówkami, których nie oddałem.

         Od pewnego czasu na murach w całej Polsce pojawiały się „krasnoludki', a także antyrządowe hasła. Również w Jarosławiu ktoś w ten sposób podnosił społeczeństwo na duchu. Nic więc dziwnego, że esbecja  robiła wszystko, aby sprawcę lub sprawców złapać.

         W tym czasie, poza praca na tzw. „gołym etacie" w swoim technikum, dorabiałem jeszcze w sąsiedniej szkole w zastępstwie za  chorą koleżankę. Wicedyrektorką w tej szkole była żona powiatowego szefa SB - kobieta bardzo sympatyczna, życzliwa i ... chyba dystansująca się od tego, co robił jej mąż. 

        W drugiej połowie kwietnia dyrektorzy jarosławskich szkół średnich kazali  wszystkim polonistom zrobić kartkówki w klasach, co  wydało się nam dziwne, gdyż dotąd każdy nauczyciel sam, według swojego rozkładu materiału  realizował klasówki i sprawdziany i nigdy dyrektor takiego polecenia nie wydawał. Ale polecenie wykonaliśmy. Zastanawiające było, że w tym dniu to samo polecenie wydał mi mój dyrektor oraz dyrektor sąsiedniej szkoły, który już czekał na mnie w pokoju nauczycielskim

       Wracając do domu,  spotkałem swoja dawną polonistkę z liceum plastycznego, która wprost zapytała, czy u nas także milicja kazała robić kartkówki, bo w plastyku dyrektor tak właśnie ten nakaz wytłumaczył. Domyśliłem się, że „milicja", to SB. Teraz wszystko stało się dla mnie jasne. Zbliżają się  obchody pierwszomajowe, a potem trzeciomajowe, więc chodzi o próbki pisma.

        Zamiast do domu, trafiłem do znajomej koleżanki,  polonistki z innej szkoły i przedstawiłem sprawę. Była zaskoczona i jednocześnie oburzona tak podstępnym działaniem. Poprosiłem, aby przekazała tę  informacje koleżankom i powiedziałem, że bez względu na konsekwencje, tych kartkówek SB nie może otrzymać. Najlepiej zaraz po poprawieniu oddać je uczniom.

       Całą sobotę i niedzielę, do późnych godzin nocnych poprawiałem kartkówki. W poniedziałek poszedłem do dyrektora Barana i powiedziałem, że ich nie oddam esbekom. Był nieco zaskoczony.  Pokrótce wyłuszczyłem swoje powody: nie podpisywałem  z SB żadnej umowy o współpracy, a  oddanie kartkówek byłoby  tej współpracy aktem; nie byłbym w porządku wobec uczniów, którzy  o niczym nie wiedzą i mi zaufali; SB   ma wiele innych możliwości sprawdzenia charakteru pisma, biorąc na przykład próbki z  podań , jakie uczniowie składają w szkole. Ode mnie SB nie dostanie nic.

      - Rozumiem pana, profesorze - rzekł dyrektor - ale proszę wziąć pod uwagę konsekwencje. Przecież ci panowie wszystko teraz mogą. Jest pan pod stałą obserwacją, codziennie któryś z nich szwenda się po szkole, ja już na te mordy patrzeć nie mogę. Kiedyś tu  takiego jednego opieprzyłem. Jaką ma pan gwarancje, że nie każą pana zwolnić? Niech pan przemyśli to dobrze - zakończył z niepokojem, ale domyśliłem się, że chodzi mu jeszcze o jedno. Po prostu, nie chce  informować SB o mojej odmowie.

     -  Panie dyrektorze, wiem, w jakiej jest pan sytuacji, ale inaczej nie mogę postąpić.  Może umówmy się tak: gdy przyjdzie funkcjonariusz SB po kartkówki, to pan mnie wezwie i ja sam  mu powiem, o co chodzi. Chciałbym tylko, żeby pan dyrektor był przy tej rozmowie.

     - Dziękuję, profesorze. Przyznam szczerze, że nie mógłbym osobiście na pana skarżyć, zwłaszcza  do tej instytucji. Ale naprawdę boję się o pana, bo z nimi nie ma żartów -  rzekł, mocno ściskając rękę na pożegnanie.

      Na drugi dzień  wpisałem oceny do dzienników i na pierwszych lekcjach rozdałem kartkówki uczniom. Czułem się tak, jakbym pozbył się jakiegoś ciężaru, a jednocześnie ogarnęło mnie coś, co popularnie nazywamy „dziką satysfakcją", gdy przeciwnikowi popsujemy szyki. Właśnie miałem iść na lekcje do sąsiedniej szkoły, gdy wezwał mnie dyrektor. W gabinecie siedział znajomy mi z mojego osiedla funkcjonariusz SB, Marek Węglarz. Nie czekając na jego pytanie, przedstawiłem swoja decyzję  i wyjaśniłem motywy.

    - Rozumiem pana, ale ja tylko wykonuje polecenia - rzekł spokojnym tonem. - Będę musiał z tego złożyć raport przełożonym.

    - Wiem i proszę dokładnie napisać to, co powiedziałem.

W sąsiedniej szkole nie zdążyłem wpisać ocen ani rozdać kartkówek. W trakcie lekcji weszła pani wicedyrektor. Wiedziałem, po co. Wbrew zwyczajom, poprosiłem ją, byśmy wyszli na korytarz . Nie chciałem  wyjaśniać niczego przy młodzieży

    - Przepraszam panią dyrektor,  ale już odmówiłem oddania tych kartkówek w swojej szkole panu Węglarzowi i nie dam teraz temu panu, który po nie przyszedł. Proszę mu to przekazać, a jak trzeba będzie, to osobiście mu wyjaśnię.  Zresztą właśnie te kartkówki rozdałem uczniom.

    - Rozumiem, nie przeszkadzam więcej - odparła cicho pani wicedyrektor i odeszła .

     Wróciłem do klasy, wyjąłem kartkówki i  zacząłem rozdawać uczniom, wpisując oceny do dziennika.




            

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 803  

Słownik internetowy

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95803
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl