Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 720 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

wtorek, 25 sierpnia 2009 18:22

                                                                                        BUNT (cz. 3)

  Godz.9. 20. - przed nasz pawilon zajeżdża więzienna nyska. Z megafonu rozlega się komunikat komendanta o przetransportowaniu do innego ośrodka części internowanych. Wyczytywane SA nazwiska Ślązaków. Także wszyscy z Krosna i Przemyśla muszą spakować się i przygotować do transportu - czas do godz.10.20.

   Żegnamy się z kolegami. O 10.20 zdajemy wyposażenie więzienne (koce, prześcieradła, poduszki itp.). W tym czasie do budynku wchodzi ponad 30-osobowa grupa „klawiszy". Wszyscy uzbrojeni w hełmy z przysłonami, , w tarcze i różnej długości pałki. Na przedzie prowadzi kpt. Janiszewski, „najdostojniej" uzbrojony. Wielu z nich to nasi dobrzy znajomi, którzy z nami przebywali i wydawali się być nam sprzyjający. Teraz wyglądają groźnie. Niektórzy maja butny wyraz twarzy, inni, jakby zawstydzeni i niepewni. Unikają naszych spojrzeń.

   Obstawili wszystkie cele i klatkę schodową. Na ich wejście, znajdujący się na spacerowniku chłopcy  zaczęli śpiewać. Jakiś  SB-ek fotografuje wszystkich śpiewających. Niektórzy z „rycerzy" butnie wywijają pałami. Wśród nich wyróżnia się grubasek Rajzer „Wypiska". Z niektórymi wywiązuje się dyskusja na temat godności oficera z orłem na czapce , na temat systemu, na temat patriotyzmu. „Rycerze" jakby zmiękli. Buta znika. Tylko niektórzy odgrażają  się, szydzą, prowokują. Pozostali starają się chować pałki w rękawy, zdejmują kaski. Sadzę, ze byli bardziej wystraszeni niż my. Z niektórymi wywiązuje się  normalna rozmowa - już bez strachu i nienawiści. Próbujemy dowiedzieć się  czegoś o miejscu nowego przeznaczenia. Współczują nam. Przed nami Łupków. Jedna grupa ma jechać w inne miejsce.

    Godz.12.00. Biegnie lekarz MSW. Prosi o wyprowadzenie chorych - Śledzia i Ryśka S.

     K.(Kopański) dyskutuje  z kpt. Janiszewskim na temat ludzi po przeciwnych stronach barykady, uwikłanych w prawa „systemu". Dyskusja jest grzeczna, spokojna. W tym momencie koledzy z Rafałem Szymońskim wyprowadzają Śledzia i Ryska S.. Ci dwaj to już wraki ludzkie. Płaczą załamani, zwłaszcza Śledź, który ledwo powłóczy nogami. Wszyscy milkną, mają łzy w oczach. Sierżant w kasku, stojący obok, ukrywa siłą wzruszenie i wstyd. Patrzy w dal. Policzki mu drgają. Wydaje mi się znajomy. To jeden  z naszych oddziałowych, „Gruzin" - zawsze uprzejmy, życzliwy - dziś wolałby tu nie być. Mówimy specjalnie głośno o chorobie tych dwóch, klawiszom. To o nich właśnie poszło. „Gruzin" znika w dyżurce i więcej się nie pojawia.

    Spoglądam na pobliskie pagórki. Na każdym z nich grupy zomowców. Obserwują nas przez lornetki.

    Biorą nas po dwóch. Najpierw Krosno i część Ślązaków z pierwszego pawilonu. Znak „Victoria" i śpiew, Na pierwszym pawilonie transparent: "NARÓD ZWYCIĘŻY!"

    Przed załadowaniem do „suk" szczegółowa i brutalna  rewizja w sali widzeń, do której doprowadzani jesteśmy w śród urągań i drwin ze strony nieżyczliwych nam „klawiszy- szaraków". Prowokacyjne ich zachowanie pozostaje bez odpowiedzi z naszej strony.

    Sala widzeń pełna „klawiszy i SB-ków. Uwijają się jak w ukropie. Są brutalni, ordynarni. Jest tu „Loczek"(plut. Stach), sierżant Rajzer" Wypiska", jest por. Łopuszański Lucjan z Krosna. SA w swoim żywiole. Jest także sierżant Franek i tam rewizja przebiega łagodnie.

   Wśród kpin i niewybrednych  żartów Lucek Łopuszański, Stach, Rajzer i inni SB-cy wysypują nasze rzeczy. Polują szczególnie na pieczątki obozowe. Zazdroszczą nam darów  żywnościowych z zagranicy. Są przy tym bardzo złośliwi. Prowokują.  Łopuszański z wściekłością , ostentacyjnie rzucił na podłogę i podeptał znaczek „Solidarność". Tyle nienawiści do względem małej rzeczy. Przykre to. Z równa wściekłością traktował też  Łopuszański krzyże robione przez nas. Zwłaszcza te opisane, ze znakiem „Solidarności"(często już poświecone) rozbierał i łamał. Podobnie czynił jeszcze jeden „klawisz plutonowy, który wcześniej zhańbił się, kradnąc po „widzeniu"  koledze  jedna paczkę  żywnościową. Teraz mścił się na nim, bo jego upatrzył sobie do rewizji. Pożegnał go słowami: "Jak cię jeszcze spotkam w Przemyślu, to cię ch... zajebię".

   Po dokładnym przeszukaniu i przeczytaniu korespondencji i notatek, każą nam szybko pakować rzeczy. Jest to trudne, bo wszystko jest wymieszane. Jakoś sobie dajemy radę. Jeszcze parę wyzwisk pod naszym adresem i wychodzimy.

   Wsiadamy do „suk". Przemyśl w pierwszej, do pozostałych Krosno i Śląsk. Jesteśmy ściśnięci, brak powietrza. „Suki" wewnątrz przedzielone ścianką na pół. Z jednej strony wypada siedzieć  naprzeciw siebie 11 osobom. Z drugiej strony, za ścianką - tak samo. A jeszcze bagaże - torby, reklamówki trzymane w rekach, na kolanach. Tak ściśnięci czekamy jeszcze godzinę i 20 minut na załadowanie pozostałych. Ruszamy o godz. 14.15 w nieznane - Łupków, Załęże, czy tez gdzieś , na drugi kraniec Polski?.....

   Godz. 15.45 - jesteśmy w Łupkowie. 21 z woj. przemyskiego i 21 z woj., krośnieńskiego. Zabrakło wśród nas Ślązaków i 11 kolegów z woj. krośnieńskiego, których wywieziono w nieznane.

Podpisali: Adam Szostkiewicz, Ryszard Buksa, Andrzej Wyczawski, Stanisław Drabin, Andrzej Dolata, Tomasz Petry,Stanisław Kusiński, Sławomir Dziennik, Andrzej Kucharski, Józef Stochmański, Jacek Janiszewski.

  

 

   

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 23:28

                                                        BUNT (cz.2)

 

      Godz.4.o0 - już zaczyna znikać noc. Widzimy pierwszych żołnierzy w hełmach, z bronią na plecach (Bieszczadzka Brygada WOP).  Dowódca rozprowadza trójki. Większość zomowców schodzi. Żołnierze pytają , o co tu chodzi. Ktoś z funkcjonariuszy wyjaśnia, żeśmy się zabarykadowali. Podejmujemy więc akcje wyjaśniającą. Z różnych okien internowani opowiadają całe zajście. Przedstawiają żołnierzom, jacy  ludzie znajdują się  wśród internowanych, jacy to „wrogowie ludu" ośmielili się przeciwstawić władzy.

    Jest godz. 5.45. Na „koguciku" sierżant „Wypiska" (Rajzer) umocowuje RKM, zakłada taśmę, mierzy  po naszych oknach. Widać, że z chęcią nacisnąłby spust. Odstawia RKM na bok.

    Nowi żołnierze z nasadzonymi na broń bagnetami pojawiają się wokół obozu. Znowu wyjaśniamy im, o co chodzi. Młodzi, sympatyczni chłopcy. Niektórzy patrzą w ziemię. Jest im zapewne nieswojo. Milicjanci zakazują im rozmów z nami. Oni nie słuchają. Traktują milicjantów jak powietrze i odsuwają się od nich. Jeden z żołnierzy podejmuje rozmowę z zomowcami. Drugi zwraca mu uwagę: „Z kim ty rozmawiasz". Zomowiec odchodzi.

    Do budynku wchodzi paru oficerów ze służby więziennej i oddziałowi. Zastają porządek. Chwilę z kimś z naszych rozmawiają. „Zwyżkowi" z wieżyczki wyzywają nas wulgarnie. Niektórzy im odpowiadają, ale ktoś przecina tę „dysputę".

    Godz.7.00. Wiemy już , że ataku ZOMO nie będzie. Ale spodziewamy się innych reperkusji. Niektórzy są już spakowani. Brama na mały spacerownik otwarta, niektórzy spacerują. Parę osób wyszło przez dziurę w siatce na duży plac. Zawracają ich funkcjonariusze więzienni. Przed więzieniem znajdują się już samochody „suki. Przed bramą rozwinięte węże strażackie. Nadchodzą też „klawisze" z psami. Więźniowie przynoszą śniadanie. Grupa przy oknach skanduje: „Wojsko z nami! Wojsko z narodem!"

   Godz.9.00. Na modlitwie w kaplicy dziś bardzo dużo osób.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

niedziela, 23 sierpnia 2009 0:06
 Ten tekst powstał w trakcie  opisywanych wydarzeń i w oryginale, jako dokument, podpisany został przez moich kolegów . Ponieważ jest dość długi, zmuszony jestem podzielić go na części.

                                                                           XXXV.

                                                   BUNT-  relacja spisana na gorąco w trakcie buntu 18 kwietnia 1982 r.  w Uhercach - ośrodku odosobnienia internowanych działaczy solidarnościowych, przez  uczestnika , Tomasza Petry ( cz.1)

 

      Niedziela , 18. o4. 1982, godz. 21.45.

       Właśnie zakończyliśmy solidarnościowy apel wieczorny odśpiewaniem pieśni „Solidarni". W tym momencie kolega (Rafał Szymoński) z Katowic informuje nas o bardzo ciężkim stanie dwóch , cierpiących na klaustrofobię kolegów z celi 26 - Śledzia i Ryśka S., którzy w ub. sobotę mieli wyjść na wolność.

     Jak nam wiadomo było, nad kolegą Śledziem w szczególnie okrutny sposób znęcano się w śląskim więzieniu, celem wymuszenia podpisów, katując go i zamykając specjalnie w pojedynczej , małej celi, gdzie chłopak dostawał szału. Prawdopodobnie, aby go obecnie złamać i wykończyć psychicznie, specjalnie SB obiecywało mu zwolnienie i nie dotrzymywało obietnicy.

    Kolega S. informuje nas, że lekarz anestezjolog, dr Habela, znajdujący się przy chorych oświadczył, iż  dalszy ich pobyt tutaj zagraża ich życiu. W związku z tym będziemy starać się o wypuszczenie ich na wolność. W tym celu delegacja udaje się do dyżurnego oddziałowego i żąda przybycia komendanta obozu i funkcjonariuszy SB z Katowic. Po 30 minutowym oczekiwaniu dostajemy informację, ze komendant już się wybiera, natomiast  trwają poszukiwania funkcjonariuszy SB, ale ustalono „prawdopodobne" miejsce ich pobytu (zwykle mieszkają w hotelu obok obozu).

    Przy drzwiach wyjściowych pozostaje mała grupka, inni znajdują się w celach.

O godz. 23.30 na terenie obozu znajduje się już komendant i prawdopodobnie odnalezieni funkcjonariusze SB. Przysyła do oddziału oficera w stopniu podporucznika z propozycją, aby chorzy zgłosili się  do administracji. Jest to niemożliwe ze względu na ich stan. Delegacja domaga się przybycia na miejsce funkcjonariuszy SB i komendanta, i wydanie zezwolenia na opuszczenie obozu. Czas  - pół godziny. Po chwili wraca oficer (jest już 24.00) i prosi w imieniu komendanta o chwile zwłoki z rozpoczęciem akcji planowanej przez internowanych, bo właśnie próbują skontaktować się z płk. Grubą (KW MO w Katowicach) w sprawie uwolnienia chorych. Nasi delegaci dają czas 3o minut, chociaż już rozlegają się  głosy, że tu chodzi tylko o zwłokę w celu ściągnięcia posiłków ZOMO.

   Mija wyznaczony termin. Ponownie wszyscy internowani wyszli na zewnątrz przed pawilon i,  tłukąc w miski i beczkę, zaczęli skandować: "Uwolnić chorych!". Jest prawie pierwsza w nocy. Ktoś  na spacerowniku rozpalił ognisko z gazet i rupieci. Skandowanie umilkło. Wszyscy wracają  podekscytowani i zaczynają gromadzić materiał na barykadę (stare łóżka, taborety). Nie mamy złudzeń - żadnych rozmów nie będzie, najwyżej akcja ZOMO. Zdjęto kraty oddzielające oddziały . Oczekiwanie w napięciu. Ognisko płonie.

    Godz.2.00 - od kościoła widać światła samochodów milicyjnych. Jadą na sygnałach. Jest ich pięć, potem co chwilę  dojeżdżają następne. Są też dwie  karetki pogotowia.  Samochody stają przed bramą więzienną, wysypują się z nich ludzie. W budynku zamieszanie i budowa barykady. Nikt nie ma złudzeń. Wygaszamy wszystkie światła. Obserwujemy przez okna teren wokoło. Więzienie jest okrążone przez  funkcjonariuszy ZOMO z pałkami za pasem. Napięcie wzrasta. Z „kogucika" reflektor miga światłem.

     Kilku Ślązaków stoi przy ognisku. ZOMO na razie  jeszcze za podwójna siatką. Pod spacerownik z płonącym ogniskiem podchodzi por. Lipczyński, zwany też „Bandytą" ( z tej racji, że kiedyś szczególnie  znęcał się nad więźniami). Jest z jakimś funkcjonariuszem. W krótkiej rozmowie z naszymi „wartownikami" oświadcza, że nie wie, o co tu chodzi. Rozmowa zakończona. Na razie. Po dziesięciu minutach wraca z pięcioma ludźmi. Najpierw pod pawilon II, potem pod nasz. Znowu krótka rozmowa ze stojącymi przy ognisku. Proponują nam zaśpiewanie jakiejś piosenki. Wiemy, że to prowokacja - okazja dla ZOMO do wkroczenia. Nic z tego nie wyszło. Odchodzą, nucąc jedną z naszych pieśni. Myśleli, ze podchwycimy. Cisza. Nic się nie dzieje.

     Godz.3.00 - za siatką zomowcy krążą jak wilki, obserwują okna(wszystkie wygaszone). Wśród nich widzę naszego funkcjonariusza, kpt. Janiszewskiego („Hessa"). On właściwie prowadzi grupę. Rozstawia po dwie osoby co 3 - 4 metry, potem przemieszcza w inne miejsce.

    U nas napięcie. Światła wygaszone. Niektórzy modlą się w celach indywidualnie. Także ja polecam Matce Bożej nas wszystkich. Część ludzi położyła się spać w przekonaniu, że atak w nocy nie nastąpi. Koledzy ze Śląska zaproponowali rozebranie barykady, aby nie dawać ZOMO pretekstu. Tak też uczyniono. W ciągu dwudziestu minut łóżka  i taborety znalazły się na swoich miejscach, korytarz i klatkę schodowa zamieciono, kraty zawieszono. Wszyscy, poza kilkoma osobami, rozeszli się do sal.

   Nikt jednak nie śpi. Czuwamy przy oknach. Za siatka skuleni z zimna (jest przymrozek), kaszlący zomowcy z pałkami. Słychać przekleństwa, od czasu do czasu gwizd w nasza stronę.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

sobota, 15 sierpnia 2009 0:26

                                                                     XXXIV.

                    POWIEW WOLNOŚCI

 

    W drugiej połowie  marca wyszedł na wolność Marian Janusz, mój dyrektor. Wiele, w ciągu tych miesięcy wspólnie tu spędzonych, przegadaliśmy  o szkole, o kolegach, o wspólnych znajomych. Nasze żony również tam, na wolności odwiedzały się , przekazując sobie nawzajem informacje. Miałem okazję poznać go lepiej . Jeszcze, zanim został dyrektorem mojej szkoły, który przyszedł z zewnątrz, wiedziałem, że jest "swoim" człowiekiem. W szkole  był wymagający, ale też „ludzki", a najważniejsze, że bezpośrednio mówił „ w cztery  oczy" nauczycielowi to , co myśli, szanując jednocześnie jego godność. Potrafił stworzyć atmosferę wzajemnej życzliwości, więc grono nauczycielskie szanowało go i lubiło.

    Pewnego razu Marian przyniósł mi list od swojego przyjaciela, Romana, który przed stanem wojennym i w czasie jego trwania był inspektorem Powiatowego Wydziału Oświaty - człowieka bardzo życzliwego nauczycielom i przez nich szanowanego. Pamiętam, że jako szef „Solidarności"  nauczycielskiej, uzyskiwałem od niego wszelką pomoc w organizowaniu biura, a potem współpracowaliśmy w wielu dziedzinach dla dobra jarosławskiej oświaty. 

    W liście tym, przyjaciel Mariana - bądź  co bądź  przedstawiciel władzy - serdecznie pozdrawiał również mnie , wyrażając swoja troskę o nasze zdrowie, samopoczucie i życząc szybkiego powrotu. Trochę zakamuflowanym ( ze względu na cenzurę)  tekstem, wyraził  swoją prawdziwą opinię o tym , co się dzieje, o swoich nadgorliwych współpracownikach (jeden z nich  był ojcem funkcjonariusza SB, o którym już wcześniej wspomniałem i likwidował moje biuro), tym samym narażając swoją karierę zawodowa na szwank.

     Po wyjściu na wolność Marian nie omieszkał napisać do mnie list, przywieziony przez Krystynę. W liście tym dopisali się również inni pracownicy szkoły.

 

                                                                                       Jarosław, 1. 04. ,1982 r.  Drogi Tomku!

 Korzystając z możliwości przekazania listu, skreślam kilka słów. Oczywiście, wolałbym (jak i wszyscy życzliwi Ci , a jest ich naprawdę wiele), rozmawiać z Tobą osobiście tutaj na miejscu.

A wiec, dotarłem do celu szczęśliwie. Zaskoczenie duże. Przywitanie spokojne, ale bardzo szczere i wzruszające, zarówno przez młodzież jak i współpracowników. Uczę!!! I to jest bardzo dobre. Mam też wychowawstwo kl. 1-szej. Nie jestem jeszcze pewien  roku szkolnego następnego (weryfikacja!!). Nastroje w szkole spokojne, zakłócone nutką smutku z powodu braku Ciebie, tak naprawdę. Mnie jest trudno wytłumaczyć, dlaczego akurat ja wyszedłem , a Ty nie, ale wiesz przecież,  że tego  sami nie wiemy. Musisz więc jak najszybciej przybyć.

 Widziałem się z Januszem i Władkiem, wiem, że duże zmiany zaszły u Was. Krystyna (żona) opowie o reszcie (gawędziliśmy długo). Ja kończę, serdecznie Cie pozdrawiam, przesyłając pozdrowienia pozostałym kolegom, a szczególnie Frankowi, Waldkowi i Jasiowi (sąsiedzi). Życzeń świątecznych nie składam, gdyż wierzę, że będziesz już w domu.

                                                             Do zobaczenia - w domu!!!

                                                                                                            Marian

Do tego trzy dopiski:

                                   Serdeczne  pozdrowienia wiosenne przesyłamy wraz z ucałowaniami. Połowa naszych życzeń spełniła się, czekamy na spełnienie drugiej. Do zobaczenia. Krystyna  (nasza sekretarka - przyp. T.P.)

Pozdrowienia od całej księgowości.

                                                          Zyta, Stasia, Danuta, Teresa

Serdeczne pozdrowienia. Tomku, trzymaj się . Sercem jesteśmy z Tobą.. Dużo zdrowia, pokoju i optymizmu 

                                                           życzy Zbyszek z rodziną.


  Niestety, łudziłem się jakiś czas nadzieją. Niebawem przekonałem się,  że  na spełnienie tych życzeń trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Jednakże, z zapachem wiosny, poprzez ten list poczułem również zapach wolności. A to już bardzo dużo.  A że udało nam się wydrukować świąteczne kartki i ozdobić  je okolicznościową pieczątką obozową , korzystając z odwiedzin, przemyciłem  życzenia świąteczne do domu:

                                                                                 Uherce, 12. IV. 82.

 

                      Kochana Krysiu!

  Z okazji Zmartwychwstania Pańskiego przyjmij i przekaż wszystkim wokoło moje najgorętsze życzenia wszelkiej Łaski Bożej - tak w całym naszym domu,  jak i w rodzinie, i wśród przyjaciół. Nie pisałem  nigdzie życzeń. Dziękuję  za list i herbatę. Podziękowania dla p. Drozda z MZE-A Szkół za życzenia świąteczne i także dla klasy 4 drogowej i kolejowej. Nie chcę nic obiecywać. Może wyjdę  zaraz po świętach, albo  może później. Nie mam na to wpływu. Nie chcę też nikogo prosić o  pomoc. Jest tu wielu bardziej nieszczęśliwych i potrzebujących wolności (chorzy). Mieliśmy swój  Boży Grób, swoje nabożeństwa przed Wielkanocą i wspólne śniadanie w niedziele .Też w sobotę święciliśmy pokarm. Napisałem ładną pisankę . A teraz całuję mocno Ciebie, dzieci, babcię  i wszystkich wokół - Wasz niesforny Tomek.


    I tak, wspominając świąteczne wydarzenia,  powróciliśmy do obozowej rzeczywistości. Ale przyłapałem się na tym, że o wolności  myślę coraz częściej. Może wpływ na to miał list od Mariana , może też wiosna, a może też gronostaje.

    Często zachodziłem do świetlicy, której okna wychodziły na północ, na oświetlone słońcem wzgórze, na którego stoku stał nasz pawilon. Świeża traw zazieleniła się , zakrywając zeschłe badyle,  zaczęły kwitnąć stokrotki , podbiały i mogłem oglądać ten piękny kobierzec, rozciągający się aż  po horyzont.
   Celem moich wizyt w świetlicy była nie tylko potrzeba samotności, ale również „podglądanie" pary białych gronostajów, które, nie niepokojone  przez nikogo, wyłaziły z norek za siatką , stawały „ słupka", rozglądały się  i znikały, by za chwilę znowu pojawić się i zniknąć . Było w tej ich zabawie, albo zalotach tyle uroku, wdzięku, że nie mogłem oderwać od nich wzroku. Myślałem wtedy o wolności i, podziwiając ich grację , zwinność, jednocześnie zazdrościłem swobody.
    Kiedy musieliśmy w kwietniu opuścić Uherce  w wyniku buntu i przewiezieni zostaliśmy w nowe miejsce, tego widoku ze swawolącymi sobie zwierzątkami, brakowało mi bardzo.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

poniedziałek, 10 sierpnia 2009 1:23

 

                                                                   XXXIII.                          

                         „  WESOŁEGO ALLELUJA! "

 

      Wiosna właściwie już zadomowiła się  w Bieszczadach. My również. Powietrze pachniało zbliżającymi się świętami wielkanocnymi. Mimo różnorodnych zajęć, znowu popsuły się nastroje, bowiem zwalnianie do domów jakby spowolniało, a tęsknota za najbliższymi dawała się we znaki. Szczególnie  nasi rolnicy denerwowali się, bo to już trzeba  przy tak ładnej pogodzie rozpoczynać prace polowe, a tu trzymają  i nic nie wskazuje na to, że prędko wyjdziemy.

     Zaczęliśmy dostawać kartki z życzeniami świątecznymi oficjalną drogą , z pieczątką  „OCENZUROWANO" i nieoficjalną, przekazywane podczas „widzeń". Otrzymałem również życzenia od  żony, dzieci rodziców , od znajomych - wszystkie niosące otuchę i wiarę w rychły powrót. Dostałem również kartki od uczniów dwóch  klas , w których uczyłem: od klasy  IV drogowej, w której byłem wychowawcą przed przejściem do pracy związkowej i od klasy VI kolejowej, składającej się z samych chłopców . Były to prężne klasy,  w których mówiliśmy sobie prawdę i nawzajem wymagaliśmy od siebie bardzo dużo.

    W  Niedziele Palmową, rozpoczynającą Wielki Tydzień, przybyło do nas kilku księży  celem  przeprowadzenia w obydwu pawilonach spowiedzi wielkanocnej. Powoli dojrzewał nastrój skupienia, wyciszenia - nastrój prawie świąteczny. Przygotowywaliśmy się do obchodów Triduum Paschalnego. Bez kapłana.

    Dostałem zlecenie wykonania Bożego Grobu. W dużej, grubej płycie styropianowej wyrzeźbiłem żyletką i nożem niszę grobową z leżącym Chrystusem, owiniętym w całun. Nawet udało mi się dosyć realistycznie w tym nietypowym materiale odtworzyć postać Jezusa. Płaskorzeźba robiła na patrzących odpowiednie wrażenie.    Boży Grób ustawiony został w specjalnie udekorowanej świetlicy.

     Triduum Paschalne rozpoczęliśmy w Wielki Czwartek, po kolacji. Uczestniczyła większość internowanych. Z powodu braku miejsca w świetlicy, wielu kolegów pozostało na korytarzu. Przeżycie było niesamowite. Polonista z grupy krośnieńskiej z obowiązku zastępował kapłana. Nim zaczął liturgię modlitwą i Ewangelią przynależną kapłanowi, od siebie , wzruszającymi do łez słowami wyraził pokorę wobec sacrum, w którym on niegodny,  bierze udział. I mimo, że nie mieliśmy kapłana, przeżywaliśmy tę liturgię bez Przeistoczenia bardzo głęboko w swoich sercach. Nie mogliśmy przyjąć Pana Jezusa w Eucharystii, nie mogliśmy przenieść Go do ciemnicy, ale adorowaliśmy Go w naszych sercach. W Wielki Piątek  i w Wielką Sobotę,  po kolacji kontynuowaliśmy liturgię słowa i adorację Grobu Pańskiego.

     Za to w Niedzielę Wielkanocną Pan Bóg nas wynagrodził. Mszę św. odprawił ks. bp. Tadeusz Błaszkiewicz. Przywiózł ze sobą święcone wielkanocne jajka , już pokolorowane, na których zaczęliśmy skrobać żyletkami nasze obozowe wzory. Moja pisanka posiadała wszystkie symbole solidarnościowe  i więzienne i udało mi się ją potem przemycić na wolność. Były też czyste jajka , więc podzieliliśmy się nimi, składając sobie nawzajem życzenia.

    Na  pierwszym piętrze ktoś  rozpiął ( na zewnątrz pod oknami) transparent z białego prześcieradła, z olbrzymim napisem „SOLIDARNOŚĆ - UHERCE". To był dla przyjeżdżających w  tym dniu w odwiedziny naszych bliskich widomy znak, że wielkanocne ALLELUJA odnosi się również do tego symbolu, jakim jest „SOLIDARNOŚĆ".

    Ten radosny nastrój wielkanocny zakłócił incydent z rodzinami Ślązaków, którym esbecy tamtejsi uniemożliwili widzenie. Żony internowanych, które nocą jechały przez pół Polski, stały teraz za podwójną siatką i  zaczęły krzyczeć. Zabroniono ich internowanym mężom podchodzić do ogrodzenia. Wówczas wylegliśmy wszyscy na plac  i zaczęliśmy śpiewać: „ Nie chcemy komuny!", a  następnie tłukliśmy czym się dało w aluminiowe miski, czyniąc przeraźliwy hałas i darliśmy się w niebogłosy: „SB - GESTAOPO!!! SB - GESTAPO!!!" A potem pod adresem funkcjonariuszy poleciały wiązanki całkiem niecenzuralne, najgorsze, jakie rozwścieczeni mężczyźni wyrzucić z siebie mogli. Również miałem w tym swój udział, aż całkowicie ochrypłem i nie mogłem wydobyć z siebie głosu. I wtedy zrobiło mi się wstyd , że tak szybko poddałem się emocjom, że rzucam obraźliwymi wyzwiskami, a przecież nie tak dawno przyjąłem Chrystusa w Eucharystii.

   W pewnym momencie stało się coś, co diametralnie zmieniło nastrój na placu. Ślązaczki zaczęły przerzucać przez podwójne , wysokie ogrodzenie półlitrówki z „czystą", które łapali ich mężowie. Klawisze usiłowali odpędzić ich od siatki i przechwycić  butelki, ale bezskutecznie, bowiem te leciały ponad ich głowami , przerzucane dalej przez internowanych i „znikały" w pawilonie. Zabawnie wyglądał sierżant „Wypiska" - grubas, cały spocony i  czerwony z olbrzymiego wysiłku, usiłujący za wszelką cenę przechwycić choć jedną butelczynę. Ze względu na jego szarżę i tuszę, czyniącą go podobnym do komicznego bohatera  znanego ongiś serialu „ZORRO" ,niektórzy dopingowali go okrzykami: „Gar-ci-ja! Gar-ci-ja! Gar-ci-ja!"

    Gdzie Ślązacy ukryli tych kilkanaście butelek, tego nie wiem, ale zrobiony po południu „kipisz", w którym prym wiedli „Wypiska „ i „Loczek", nie pomógł w ich wykryciu.

    A ja, mimo całej zabawnej sytuacji i mimo słusznego gniewu, zasypiałem z potężnym kacem moralnym. Za te świństwa, które  tego dnia wykrzykiwałem pod adresem śląskich esbeków.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  94 464  

Słownik internetowy

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 94464
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3453
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 3908 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl