Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 378 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


Przełom jesienny

niedziela, 23 listopada 2014 15:08

 

Przełom jesienny

    Różnie przeżywamy okres jesieni. Na ogół doświadczamy uczucia, że oto coś zmierza do końca, jakiś etap naszego życia niebawem trzeba będzie zbilansować i zamknąć. Bilans może być dodatni lub ujemny.To zależy, jak do życia podchodzimy, jakie doświadczenia życiowe były naszym udziałem. Ale zawsze  czegoś nam żal, a jednocześnie, ciesząc się urokami jesieni, snujemy plany na przyszłość.

 

 

/Zdjęcie pochodzi z zasobów GOOGLE/

 

     Zatrzaskując bramkę mojej działki przed wszelkim hałasem wielkiej polityki, miałem przez całą wiosnę i lato, a także przez połowę słonecznej jesieni, kontakt z naturą. Praca fizyczna  w otoczeniu wzrastających i dojrzewających warzyw, zapachu kwitnących kwiatów i ziół, rumieniących się z dnia na dzień owoców na jabłoniach, dawała mi niesamowitą radość i spokój ducha. A wszystko to dopełniała przepiękna muzyka pszczelich rodzin dobiegająca z  uli,  oraz rzędów  malin, wśród których uwijały się moje skrzydlate kochanki. Przerywając prace ogrodnicze, co jakiś czas zamieniałem się w ich dyrygenta, poprawiając to i owo, w zależności od potrzeby. Albo też, leżąc w cieniu na leżaku, wpatrywałem się w błękit nieba, śledząc kierunki lotów pracowitych pszczół. Niesamowity to był widok.

 

 

    Do ostatnich ciepłych dni pszczoły, zabezpieczone na zimę w pokarm, wylatywały  jednak z uli przynosząc jeszcze pyłek. Czasem przed niektórymi ulami robił się nagle duży ruch, mogący zaniepokoić pszczelarza obawiającego się nalotu obcych pszczół-rabusiów. Ponieważ pozwężałem otwory w  wylotkach, rabunku nie obawiałem się, domyślając się, że są  to raczej najmłodsze, późno wyklute pszczoły w trakcie  oblotu.

    Dziś w pasiece cisza. Temperatura niska, więc pszczoły skupiły się w kłębie między kilkoma ramkami, wytwarzając ruchem ciał temperaturę pozwalającą im przetrwać nawet najbardziej ostrą zimę. W środku kłębu znajduje się matka, królowa, stale karmiona przez  swoja świtę. Między innymi dlatego temperatura musi być wysoka (20 -27 stopni C w środku kłębu), aby pokarm  dla matki nie zastygał ani nie krystalizował i był łatwy do pobrania. Oczywiście, same  pszczoły również się odżywiają.

    Mając za sobą koniec sezonu pasiecznego, wykorzystałem ostatni tydzień przed wyborami samorządowymi do wymiany ogrodzenia na drugiej, pobliskiej działce, zastępując sześcioletni,  rustykalny płot z wierzbowych gałęzi nowym, z siatki leśnej  przymocowanej do sosnowych stempli, które wpierw musiałem obskurować (ociosać z kory) i odpowiednio przyciąć, zakonserwować, a potem wpuścić w ziemię. Tuż przed wyborami samorządowymi udało mi się zrobić nową bramkę i... zamykając działkę, zamknąć symbolicznie tegoroczny  sezon ogrodniczy.

  Właśnie jesień ma się ku końcowi i nadchodzi zima. Już pojawiły się i zniknęły pierwsze płatki śniegu, a ja kończę odpoczynek i biorę się za malowanie, myśląc już o wiośnie.


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (46) | dodaj komentarz

Rekolekcje

piątek, 03 października 2014 0:44

   Rekolekcje z ks. Lemańskim

 

    Ks. Wojciech Lemański to kapłan idący drogą wyznaczoną przez Chrystusa - tą samą, którą w swoim posługiwaniu kroczy Ojciec Święty, Franciszek.
     W 2013 r. ukazała się książka Anny Wacławik-Orpik "ks.Wojciech Lemański. Z krwi, kości i wiary", będąca zapisem rozmowy z "niepokornym" kapłanem ... bożym kapłanem. Lektura tej książki, to dla mnie swoiste rekolekcje.

   Łatwo jest mówić o człowieku, wydawać o nim opinie w oparciu o doniesienia prasowe lub powielane plotki, które tworzą  obraz zniekształcony, a więc, nieprawdziwy. W  takim  wypadku są to  opinie fałszywe, często krzywdzące. Prawdziwy obraz człowieka zyskujemy dopiero w bezpośrednim z nim spotkaniu i rozmowie. Taki obraz kapłana wyłania się nam w trakcie lektury książki  Anny Wacławik-Orpik.

   Podczas lektury widzimy dorastanie Wojciecha Lemańskiego do kapłaństwa, na które składa się dzieciństwo, atmosfera domu rodzinnego, miejscowa parafia,  lata szkolne,  harcerstwo,czas powołania i   życie w seminarium. Widzimy młodego, skromnego  księdza, który nie myśli o karierze i awansach, ale o pracy duszpasterskiej z tymi najbardziej potrzebującymi - tam, gdzie będzie mógł najlepiej służyć Chrystusowi i ludziom: w pierwszych  parafiach i na Białorusi, a potem w Otwocku i Jasienicy.

   Czytając rozmowę z księdzem Wojciechem, lepiej go poznawałem mimo, że nieobce mi były jego teksty zawarte w prowadzonym przez niego blogu oraz wypowiedzi udzielane mediom.  W postawie księdza Lemańskiego, w jego pacy duszpasterskiej  widzę to samo, co dostrzegałem w postawie i pracy  wielu wspaniałych znanych mi kapłanów :  gorliwość, niezwykłą wrażliwość na cierpienie i krzywdę drugiego człowieka, troskę o dobro duchowe i materialne swoich parafian, niezgodę na zakłamanie, fałsz, nie tylko w swoim, kapłańskim środowisku, bezkompromisowość. Wierzcie mi, że często porównywałem kapłańską postawę księdza Lemańskiego z postawą  Karola Wojtyły, choć inne to były czasy i warunki pracy duszpasterskiej. Ale zasady bycia sługą Chrystusowym, niezmiennie  te same.

    W świetle obecnego statusu ks. Wojciecha po nałożonej  na niego karze,  szczególną uwagę zwracałem na jego wypowiedzi pod adresem zwierzchnika, ks. biskupa Hosera. Nie było w nich cienia nienawiści. Był żal, a normalny człowiek, jeśli został zraniony,  ma prawo ten żal w jakiejś formie wyrazić.

   Czy ks. biskup zranił celowo? Ks. Lemański jest przekonany, że słynne pytanie o obrzezanie zadane zostało z premedytacją. Znając "nieoficjalny " stosunek do kwestii żydowskiej wielu zacnych duchownych, mam prawo bardziej wierzyć ks. Wojciechowi niż jego przełożonemu, choć ów  wypiera się tych słów. "Maluczkim"można wmówić różne  rzeczy, ale  ja  do nich nie będę się zaliczał. Zresztą, już  jeden dostojny polski hierarcha udowodnił światu, że szata, pierścień biskupi i pastorał nie zawsze chronią przed szatańskimi pokusami, czyli przed grzechem.

     Cały konflikt, w efekcie  którego przeciw księdzu Lemańskiemu wytoczono najcięższą armatę, jest "dziełem" współbraci w kapłaństwie i niektórych środowisk prawicowych. Podczas   spotkania z bpem Hoserem , na którym  padło znamienne pytanie, ks. Lemański dowiedział się od niego, że  ks. biskup poprosił księży, by napisali "opinię " na jego (ks Lemańskiego) temat.

" A niedługo  potem - mówi ks. Wojciech - zadzwonił do mnie kardynał  Kazimierz Świątek, z którym po moim wyjeździe z Białorusi  rzadko się kontaktowaliśmy. Zapytał, czym zalazłem  za skórę polskim biskupom, że szukają haków, dowodów  na to, że jestem człowiekiem wątpliwej reputacji, aż na Białorusi. (...). Nie wierzę, żeby robił to biskup, byli w to zaangażowani księża z dekanatu i kurii"

   Nie wiem, na ile ks. biskup osobiście obdarza ks. Lemańskiego  swoją niechęcią, na ile kary, którymi obłożony został "niepokorny" kapłan  zgodnie z Prawem Kanonicznym  Kościoła Katolickiego są efektem jego świadomej decyzji czy tez  czyjejś podpowiedzi, ale wiem, że uczyniono ks. Wojciechowi Lemańskiemu  ogromną krzywdę. Śmiem sądzić, że za tymi karami stoi zwykła niegodziwość ludzka i że Chrystus kocha  nadal księdza Wojciecha - swojego gorliwego sługę. Na pewno kocha też jego przełożonego i pozwoli w porę naprawić wyrządzoną krzywdę.


Podziel się
oceń
18
1

komentarze (39) | dodaj komentarz

Kawalerskie południa

niedziela, 31 sierpnia 2014 23:56

Źródło zdjęcia: upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/68/Drohn_im_Flug_08-3.jpg

Kawalerskie południaNajlepsze Blogi

Ta historia dotyczy niezwykłych romansów, w których zwycięzca, choć osiągnie swój cel, kończy zazwyczaj tragicznie.

 Zaloty

  Od dawna słyszałem ten dźwięk w pobliżu swojej działki.

  Ilekroć szedłem kosić trawę na pobliskiej łące, słyszałem narastające, niesamowite brzęczenie, jakby w niedalekich zaroślach zagościły roje pszczół. Szukałem w  rosnącym za rowem zagajniku uwieszonych na konarach rojów, ale nie dostrzegłem żadnego z nich.  To "falujące" na wysokich tonach  brzęczenie  brzmiało jak niesamowita muzyka, koncert tysięcy instrumentów smyczkowych, zniewalających słuch w południowym słońcu i niosący jednocześnie jakąś wewnętrzną radość. Może dlatego  właśnie tak lubię pracować na działce.

   Nie widząc żadnego roju, doszedłem do wniosku, że to przeróżne owady uwijają się nad bogato ukwieconą łąką i przez długie lata swojej pracy na działce zdążyłem przyzwyczaić się do tej niezwykłej muzyki.

   Tej wiosny, kiedy na drugiej, znajdującej się nieopodal działce rozpocząłem sezon pszczelarski, zdarzyła mi się przygoda z rojami, o których już tu pisałem. Było majowe, słoneczne południe. Właśnie  w dzień po osadzeniu  drugiego roju pracowałem w pasiece, gdy, zafascynowana moimi "dziewczynami" małżonka zawołała do mnie z drugiej działki, że chyba tam jakieś pszczoły znowu się roją.

   Poszliśmy razem w stronę wspomnianej łączki na skraj działek, skąd rozlegało  się narastające brzęczenie.  Zacząłem śmiać się, bo przecież wiadomo mi było, że w tym miejscu brzęczenie trwało nieustannie, a żadnego roju nie było, ale jednocześnie spojrzałem w górę i... oniemiałem na chwilę. Zobaczyliśmy z żoną zjawisko dotychczas przez nas nie oglądane. Staliśmy i patrzyliśmy zafascynowani tym, co się działo ponad naszymi głowami. To było fantastyczne widowisko. Co chwilę, z różnych miejsc wzbijała się w górę , na wysokość ok. pięciu metrów grupa kilkunastu owadów, by w pewnym momencie rozprysnąć się na boki. A głośne, falujące  brzęczenie brzmiało nieustannie jako tło muzyczne do rozgrywających  się  miłosnych zalotów na trutowisku. Bo to właśnie było trutowisko.

   Przez moment jeden z samców pszczelich, truteń, być może zwycięzca godów, usiadł zmęczony na liściu rosnącej na skraju działki wiśni. Biedak, chwilę swojego szczęścia przypłaci życiem, bo tak już Natura wyposażyła te stworzenia, że cały aparat kopulacyjny trutnia zostaje w odwłoku "panny młodej", jako swoista pamiątka z godowego lotu.

    W ten sposób, po ponad dwudziestu latach  odkryłem, że obok mojej działki  znajduje się trutowisko, a więc miejsce, gdzie w ciepły dzień gromadzi się pszczela kawalerka z okolicznych pasiek. To właśnie tu samce pszczele, zwane trutniami, tym niezwykłym dźwiękiem wabią młode, nieunasiennione matki - przyszłe królowe pszczelich rojów. Gdy któraś z nich nadleci, rozpoczyna się wyścig kilkudziesięciu kawalerów. Ten najlepszy zapładnia samicę pszczelą w locie,  na wysokości kilku  metrów, nieświadomy ceny, jaką mu przyjdzie zapłacić za krótką chwilę przyjemności. A samiczka - przyszła "dostojna królowa"? Jej nie wystarczy jeden samiec. Zanim ustatkuje się i zostanie matką setek tysięcy pszczół, pozwala sobie na romans z kilkoma jeszcze nieszczęśnikami, jakby wiedziała, że potem przyjdzie jej przez co najmniej  kilka lat, do końca jej dni, żyć w celibacie, zamkniętej w ulu, a jedyny wylot w przestrzeń to z rójką na nowe i ostatnie miejsce.

      Ta "panieńska rozpusta " przyszłej królowej-matki owocuje tym, że w kolejnym pokoleniu jej potomstwa pojawiają się pszczoły i trutnie o zupełnie innych cechach i ubarwieniu, oddziedziczonych po którymś z jej kolejnych "kochanków".

    A "panowie kawalerowie"?  Marny jest ich los.

  Trutnie, które nie "umrą ze szczęścia", które nie spełnią swej , ustalonej przez Stwórcę  prokreacyjnej roli , zażywają jeszcze darmowej rozkoszy w ulu, objadając się miodem i w ciepłe dnie do końca nawiedzają trutowisko, w nadziei napotkania jakiejś zapóźnionej "panienki". Gdy jednak kończy się pszczelarski sezon i pszczoły czują nadejście jesieni, trutnie stają się dla pszczelej rodziny  zbytecznym balastem. Wpierw gromadzone są na ostatnim plastrze, potem zmuszane do zejścia na dno ula. Widziałem  zgromadzone na dennicy trutnie. Ustawione głowami do środka, wyglądały niczym czarne gwiazdy, albo kwiaty otoczone prze pilnujące je pszczoły -strażniczki. Czekały na swoją eksmisję poza ul, gdzie z głodu i zimna  miały dokończyć swego żywota. Takie są prawa Natury. Bezwzględne, czasem okrutne, ale ... sprawiedliwe.


Podziel się
oceń
19
0

komentarze (39) | dodaj komentarz

Dlaczego?

piątek, 08 sierpnia 2014 23:59

Dlaczego???

 Małgosia była moją uczennicą, jedną z najbardziej pilnych, rzetelnych, a przez to najlepszą. Była wzorową uczennicą pod każdym względem. Taką ją  zapamiętałem.

  Małgosia byłą wzorową nauczycielką i wychowawczynią - wymagającą, ale pełną empatii, tego ciepła, które pozawalało uczniom - jej wychowankom - zwracać się do niej ze swymi problemami. Osiągała duże sukcesy ze swoimi uczniami. Taką ją zapamiętałem jako  jej przełożony.

  Małgosia była bardzo dobrą koleżanką, bardzo cenioną  wśród grona pedagogicznego. Zawsze serdeczna, życzliwa, uśmiechnięta, ale też zatroskana, gdy wyczuła czyjeś nieszczęście. Potrafiła wspaniale bawić się na szkolnych imprezach i wycieczkach. Taką ją pamietam  jako jej kolega z pracy.

  Małgosia była przykładną żoną i matką.  Wraz ze swoim mężem(również nauczycielem), mogła cieszyć się z sukcesów swoich synów. Wielu szczerze zazdrościło Małgosi z tego powodu, ale nie była to zazdrość chora, zawistna. Zresztą, Małgosia specjalnie tym się nie chwaliła.Wynoszenie się ponad innych, obce było jej naturze.

   Małgosia przeszła w życiu wiele, ale  sprawiała wrażenie  kobiety o silnej osobowości. Tak właśnie ją postrzegaliśmy.

   Wiadomość o desperackim kroku Małgosi zaszokowała nas wszystkich. Będąc już na emeryturze, nie miałem z nią kontaktu. Dowiedziałem się, że była na urlopie z powodu depresji, ale już wróciła na końcoworoczną konferencję plenarną i miała  po wakacjach kontynuować pracę dydaktyczną.

   Wczoraj  odprowadziliśmy Małgosię na miejsce jej wiecznego spoczynku. Były tłumy ludzi . To też świadczy o tym, że Małgosia miała wielu przyjaciół. Mszę św. pogrzebową celebrowało pięciu księży, wśród których dwaj to uczniowie Małgosi.

   Małgosia żyć będzie  w naszej pamięci .Tak zapewniano w mowie pogrzebowej. Ale żyć będzie też w sercach tych, którzy dzięki jej śmierci otrzymali szansę na nowe życie.

    Dla mnie jednak stale pozostanie bez odpowiedzi pytanie: DLACZEGO ?

 

  

 


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Miodowa sielanka

czwartek, 05 czerwca 2014 0:29

Cz.II . Miodobranie

    Miodobranie to najbardziej oczekiwany przez pszczelarza okres. To właściwie takie żniwa, sprawdzian jego umiejętności pszczelarskich. I nie chodzi tu o to, czy pszczelarz zna się na pszczołach, tylko o to, czy dobrze jesienią poprzedniego roku przygotował rodziny pszczele do zimowli i do nowego sezonu.

    Od żniw w rolnictwie  miodobranie różni się tym, że powtarza się kilka razy w sezonie, zaczynając się w maju, a kończąc u schyłku lata lub z początkiem jesieni. Wszystko zależy od bazy pożytkowej ( w tym również  rolniczych upraw) oraz od pogody.

   Praktycznie w moim rejonie pszczelarze spodziewają się czterech zbiorów miodu gatunkowego (towarowego) : z rzepaku, z akacji, lipy i nawłoci. Ta ostatnia  od kilku lat, ze względu na swą ekspansywność, stała się popularnym pożytkiem  dającym miód uznawany za gatunkowy. Od czasu do czasu pojawia się jeszcze okazja do zbioru miodu nie nektarowego, czyli ze spadzi liściastej lub iglastej. Poprzednie cztery miody  są zebranym i przetworzonym przez pszczoły nektarem pochodzącym z kwiatów wymienionych roślin i drzew, zaś ostatni to "wypompowany" i wzbogacony w enzymy  przez mszyce oraz czerwce sok liści z niektórych drzew lub igieł świerków i jodeł, którego nadmiar "wyrzucany" jest przez te owady i zbierany przez pszczoły.

    W tym roku wcześniej, bo już w pierwszej połowie maja, zacząłem wybierać miód rzepakowy.  Wpierw  wybrałem z najsilniejszej rodziny, która zimowała w dwóch korpusach i z której pobierałem ramki z czerwiem do zasilania innych, słabszych. Dopiero  połowa okresu kwitnienia rzepaku, a już miałem zasklepiony, czyli dojrzały miód w w dziesięciu ramkach górnego korpusu i gromadzony częściowo w półnadstawce.

   Miód rzepakowy ma tendencję do szybkiego krystalizowania się,  czyli przemieniania swojej konsystencji z płynnej w stałą, jeszcze w komórkach plastra, w ulu. W poprzednich latach zdarzało mi się to kilka razy i ciężkie od takiego miodu ramki wracały do pszczelej rodziny, bo nie sposób było go odwirować  bez ryzyka wyłamania się plastrów. W ten sposób do ula wracało jakieś 40, a może i więcej procent miodu. Starałem się dać te ramki do gniazda, by pszczoły wykarmiły nim  swoje larwy . Tak rozumowałem, ale one okazały się sprytniejsze i przeniosły go na powrót do miodni. Gdy wybierałem potem miód lipowy, znowu  po kilkadziesiąt komórek w plastrze było wypełnionych skrystalizowanym miodem rzepakowym.

   Po tym wstępnym odbiorze miodu nastąpił kilkudniowy  okres  deszczowy, a po nim pojawiły mi się dwa roje, o których pisałem poprzednio. Ich osadzanie było okazją do przeglądu wszystkich rodzin i orientacji  co do ilości miodu. Widziałem, że korpusy nadstawkowe (miodnie) są bardzo ciężkie. W sobotę zatem nastąpiło główne miodobranie. A rzepak jeszcze kwitł, więc pszczoły uwijały się jak w ukropie. Dosłownie, całe ich eskadry   leciały w jednym kierunku i  takież wracały ciężkie, siadając najpierw na trawie, na gałęziach pobliskich drzew, by po chwili wzbić się i wlecieć do uli. Niesamowity widok, cieszący oko pszczelarza, a także cudowna orkiestra w powietrzu. Zapracowane "dziewczyny" nawet nie zwracały uwagi na tego, kto zabierał owoc ich ciężkiej pracy. Oczywiście, każdą ramkę , po strzepnięciu  pszczół  na podstawioną pod wylotek płytę pilśniową, musiałem szybko chować przed nimi  do transportówki stojącej za ulem. Tam, przy transportówce postawiłem dymiący podkurzacz, by zniechęcić te bardziej uparte.

   Takim to sposobem,  od przedpołudnia do zmierzchu wybrałem i odwirowałem   większość ramek, ciężkich  od dojrzałego miodu. Te, w których był jeszcze niedojrzały, zostawiłem na następny tydzień.

    W niedzielę  do południa zawitał u mnie umówiony poprzedniego dnia  pracownik naukowy Uniwersytetu Rzeszowskiego, który wziął ode mnie do badania słoik świeżego miodu rzepakowego i słoik ubiegłorocznego, ze spadzi liściastej. Zostawił koperty na rośliny pożytkowe i plastikowe kubeczki na próbki pszczół ( niestety, kilkadziesiąt z nich musiałem poświęcić dla nauki w ramach unijnych grantów, jakie rzeszowska uczelnia zdobyła do badania stanu pszczelarstwa na Podkarpaciu).

   Dla mojej żony najprzyjemniejszym momentem jest rozlewanie miodu z odstojnika do słoików. Wypływający  z kranu miód  nie tylko pięknie pachnie, ale też szeleści, tworząc w słoiku stożek , jakby ktoś układał wstążeczkę. To dowód, że miód jest bardzo dojrzały. Gdyby zamiast tego  stożka  tworzył się dołek (menisk wklęsły), oznaczało by to, że miód nie jest dojrzały, że posiada jeszcze duży procent wody i po jakimś czasie może zacząć fermentować. Taki miód nie nadawałby się do sprzedaży.

   Po niedzieli wziąłem pozostały miód. Już dojrzał, a w pięciu ramkach pojawiło się  kilkadziesiąt komórek z już skrystalizowanym. Wziąłem też miód z półnadstawki tego najsilniejszego, pierwszego ula. Przy okazji zobaczyłem, że ramki, które dałem pszczołom do osuszenia po odwirowaniu miodu, są znowu wypełnione, ale jeszcze nie do końca. Ponieważ w mieście zaczęła kwitnąć akacja, postanowiłem, że dla miodu akacjowego muszę zrobić miejsce, więc za trzy dni opróżnię jeszcze  te ramki. Tak też zrobiłem, ale ten właśnie miód (ponad 4 kg) był już smakowo i kolorystycznie nieco inny od wcześniejszego. Widocznie pszczoły znalazły sobie jakiś inny, atrakcyjny pożytek. Żona mówi, że w tym czasie, na kwitnącej borówce amerykańskiej było mnóstwo pszczół.  Na  działkach, gdzie mam pasiekę, wielu działkowiczów ma po kilkadziesiąt krzaków tej borówki, stąd  , być może, ta odmiana miodu.

   Tegoroczny zbiór miodu rzepakowego był dla mnie rekordowy. Zebrałem z dziesięciu uli ok 180 kg miodu. Moje "dziewczyny" spisały się na medal.

 


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  95 830  

Słownik internetowy

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 95830
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3469
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 4003 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl