Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 157 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Blog bierze udział w konkursie na BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

Zdjęcia w galeriach.


krakowskie spotkanie

czwartek, 20 września 2012 0:06

Po latach 

Najmilsze są spotkania

po latach,

 gdy pan  czas  swoją historię

 wypisał, wymalował, wyrzeźbił,

 na  twojej  i mojej twarzy,

śmiejąc się nam w oczy  z udanego żartu,

 choć my nie z tego powodu łzy w oczach  mamy ,

 przywołując wspomnienia  dawnych, minionych lat.

Rozmawiamy  o chwilach

 -  ulotnych córkach czasu i pamięci ,

 gdy ten wyznaczał pory spotkań,

a pamięć nakazywała  powroty

o określonej porze lat.

 To nic,

 że przeszłość z teraźniejszością

  spór wiodą  o przyszłość ,

 której koniec jest ten sam,

 bo być musi.

Nam starczy za szczęście ta chwila,

 co dziś nas złączyła na moment,

 byśmy nacieszyć  się mogli

 raz jeszcze  spojrzeniem i słowem, 

nim znowu czas nas rozdzieli

 - na dłużej,

na zawsze,

 a pamięć zapłacze

 nad przemijaniem.

/Kraków, 16 września 2012r./


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

środa, 18 marca 2009 23:17

                                                                                         XXII.

 

                                                KONOWAŁ

    

     To było w pierwszym tygodniu  mojego pobytu w Uhercach, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wieczorem, gdy już  wystawiliśmy taborety z odzieżą na korytarz, leżący na pryczy pode mną rolnik z Kaszyc, Kazimierz Bajcar dostał  nagle silnych dreszczy, którym towarzyszyły bóle głowy, mięśni i wysoka temperatura. Obaj zaprzyjaźniliśmy się dość szybko , bowiem, oprócz „wspólnego" piętrowego łoża łączyło nas coś jeszcze, co było powodem przykrych interwencji i docinków ze strony współlokatorów, mianowicie - chrapanie. Miedzy innymi, z powodu tej przypadłości, aby pozwolić kolegom zasnąć, długo poddawałem się rozmyślaniom i praktycznie zasypiałem jako ostatni.

   Ponieważ Kazimierz był człowiekiem dość potężnej postury ( tak sobie wyobrażałem Macieja Borynę, zanim  wykreował go w filmie Władysław Hańcza), cierpiącym również na dolegliwości sercowe, poważnie zaniepokoiliśmy się jego stanem. W dodatku, od dziurawego okna wiało niemiłosiernie i to wprost na głowę chorego. Przykryłem go dodatkowo swoim ciężkim płaszczem, od strony okna przewiesiliśmy ręczniki. Nasz stomatolog, Andrzej Dolata,  jako lekarz stwierdził, że potrzebna jest tu fachowa pomoc medyczna i odpowiednie leki, gdyż przy takiej temperaturze życie chorego jest w niebezpieczeństwie.Postanowiliśmy więc wezwać klawisza.Długo waliliśmy pięściami w okute drzwi, zanim zjawił się niezbyt przez nas lubiany plutonowy „Loczek" - wyjatkowy służbista, odznaczający się szczególną złośliwością.

    Przedstawiliśmy mu sytuację chorego i zażądaliśmy, aby sprowadził z innej celi lekarza kardiologa, Romana Cichulskiego. „Loczek" odmówił jednak, zasłaniając się regulaminem. Podszedł do chorego Kazimierza, popatrzył na niego z góry.

    - Jutro rano będzie więzienny lekarz, to go zbada. Powinien do rana wytrzymać.- Odwrócił się i zamierzał wyjść z celi.

     Byliśmy oburzeni jego bezdusznością. Stasio Płatko zagrodził mu drogę swoim ciałem i w niezwykle dramatycznym stylu wygłosił  tyradę o bezprawiu, o bandytyzmie, jaki komuna wobec nas stosuje. Z tą jego ekspresją kontrastowała spokojna, flegmatycza perswazja Andrzeja Dolaty. Odwołał się  do odpowiedzialności moralnej i prawnej klawisza za życie i zdrowie chorego. Poprosił o dostęp do gabinetu lekarskiego, celem pobrania doraźnych leków.

     W końcu „Loczek" dał się przekonać i zaprowadził naszego stomatologa do gabinetu. Gdzieś widocznie obudziło się w nim poczucie odpowiedzialności i ludzkie sumienie, bo przyniósł zaparzoną herbatę. I tak ratowaliśmy naszego Bajcara, który po zażyciu leków wypiciu gorącej herbaty, przykryty dodatkowo moim płaszczem, wypocił się  przez całą noc. Rano gorączka minęła, ale mocno osłabiony, musiał zejść z pryczy i udać się do felczera, bowiem pan konował nie miał zwyczaju przychodzić do pacjenta.

    Felczer , starszy, łysawy  i ospały gość o „końskiej twarzy" - jak ktoś określił jego fizjonomię -  miał swoją asystentkę, pielęgniarkę, o również wątpliwej urodzie. Była ona jednocześnie jego żoną, a ze względu na tę „urodę" i nieprzyjemny wyraz twarzy, nazwaliśmy ją  „Liwią", na cześć pewnej intrygantki i trucicielki cesarskiego pałacu w starożytnym Rzymie. Oboje byli dobraną parą i oboje wyraźnie okazywali nam swoja niechęć. Jedynym medykamentem, jaki nam aplikowali na każdą dolegliwość, był ASPROCOL.

    Miałem i ja swoje spotkanie z konowałem

     W trzecim tygodniu internowania, po całodniowym  migrenowym bólu głowy, który łagodniał jedynie przy zamknięciu oczu, obudziłem się rano z dziwnym dźwiękiem w  uszach. To tak, jakbym przyłożył ucho do telegraficznego słupa - prawie ten sam dźwięk, niby ciągły pisk, niby cykanie świerszczy. Zgłosiłem się do naszego felczera, rejestrując się wpierw u „Liwii" podczas jej porannego obchodu cel. Oczywiście, nie odkrył prawdziwej przyczyny tego stanu. Nic, praktycznie nic, poza tym, że sprawą powinien zająć się laryngolog. Na wszelki wypadek dał mi  trzy tabletki ASPROCOLU - na rano, w południe i na noc.

    Oczywiście, po jakimś czasie laryngolog przyjechał. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazał się nim  szwagier mojej koleżanki  z liceum, w której „kochałem się na zabój", otrzymawszy „kosza". Nie mniej zaskoczony był  na mój widok ten młody lekarz, z którym porozmawialiśmy nie tylko na temat dolegliwości, z jaką przyszedłem, ale również o wspólnych znajomych. Przyczyną mojego schorzenia był stres oraz nadciśnienie tętnicze i warunki pogodowe.  Otrzymałem jakieś tabletki na obniżenie ciśnienia i zapewnienie, że ta dolegliwość  kiedyś ustąpi.

     Receptę musiałem zrealizować w ramach funduszy, jakie otrzymałem z domu, a które znajdowały się  na moim koncie u sierżanta „Wypiski"- bardzo grubego i niskiego, o czerwonej, świńskiej twarzy klawisza, obsługująccego nasze finanse, a jednocześnie sprzedającego nam herbatę, ciastka, papierosy, cukier i środki piśmiennicze.

   Oczywiście, dolegliwość, jaka mnie wówczas dopadła, zanikała na jakiś czas, by pojawić się znowu i stać się w końcy stałym elementem mojego życia aż do dzisiaj. Już zdążyłem się do tego przyzwyczaić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Czas strachu, łez i nadziei (cd.)

środa, 17 grudnia 2008 0:13

                                    I.   INTERNOWANIE

 

        Przyjechali po mnie w nocy z 15 na 16 grudnia 1981r., między godziną pierwsza a drugą. Zostałem obudzony przez ostry dźwięk dzwonka. Wcześniej, w półśnie słyszałem jakieś odgłosy zajeżdżającego samochodu, miażdżonej przez koła śnieżnej zmarzliny, trzask drzwi wejściowych do klatki schodowej, ale dopiero głos żony: „Tomek, przyszli po ciebie", postawił mnie na nogi.

        Było ich pięciu funkcjonariuszy w cywilu, pewnie SB i jeden w mundurze „moro", milicjant w randze podporucznika. To ci, którzy weszli do mieszkania. Za drzwiami, na klatce schodowej jeszcze ktoś był.

        Funkcjonariusz mundurowy, po sprawdzeniu, że jestem tym, o kogo im chodziło, kazał mi się ciepło ubrać, zabrać ze sobą niezbędne przybory osobiste. Oświadczył, że na mocy dekretu o stanie wojennym zostaję internowany do Nowej Wsi i że tam ciepły płaszcz na pewno mi się przyda.

        Jeden z esbeków, niski, pękaty, o twarzy jak księżyc w pełni - jak się później okazało, kpt. Cyrano i zarazem mój „opiekun", dowódca grupy - prowadził w dużym pokoju dyskusję z moją małżonką, m.in. na temat wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego - mojego obrazu wiszącego na ścianie. Przekonywał moją żonę, że taki obraz nie powinien wisieć w mieszkaniu nauczyciela socjalistycznej szkoły. Słyszałem ten fragment rozmowy, gdy wszedłem do pokoju po dokumenty.

       Wszystkie czynności związane z pakowaniem rzecz, będąc pod stałym nadzorem przyglądających się temu funkcjonariuszy SB, wykonywałem chaotycznie. Umysł miałem zupełnie skołowaciały, nie wiedziałem, co mnie czeka. Różne myśli kotłowały mi się w głowie: jak zachowam się podczas przesłuchania; a co będzie, gdy zaczną bić (tego obawiałem się najbardziej); co by się stało, gdybym na zewnątrz wyrwał się i zaczął uciekać?...

        Pożegnałem się tylko z żoną i z teściową. Obie miały łzy w oczach, ale nie lamentowały. Dwójki dzieci - siedmioletniego Bartka i trzyletniej Kasi postanowiłem nie budzić. Panowie wyraźnie śpieszyli się.

       Kazano mi wsiąść do poloneza, na tylne siedzenie. Obok mnie usadowili się mundurowy i jeden z cywilów. Ruszyliśmy. Kapitan Cyrano siedział obok kierowcy i co chwilę, odwracając do tyłu głowę, na przemian z mundurowym oskarżali „Solidarność" o wszystkie niecne sprawy. Faktycznie - jak twierdzili - ruch ten podobał im się, ale „ekstrema" wypaczyła ideały związku zawodowego, robiła zamieszanie w zakładach pracy i strajki, które zagrażały gospodarce; żądania „ekstremy" były niebezpieczne, zagrażały ustrojowi i sojuszom; „ekstrema" przygotowała listę komunistów, uczciwych Polaków, do wieszania, do likwidacji i dlatego generał Jaruzelski, aby ratować Polskę, wprowadził stan wojenny...

       Starałem się milczeć i nie podejmować dyskusji, choć język aż świerzbiał, aby im odparować kontrargumentami. Jednak zdrowy rozsądek nakazywał milczeć, zwłaszcza, że zbliżaliśmy się do Przemyśla, pierwszego -jak się potem okazało - etapu mojego internowania.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

10 -lecie Powiatu

sobota, 29 listopada 2008 1:21
Tekst ukazał się w Gazecie Jarosławskiej wśród wypowiedzi innych głównych uczestników tych wydarzeń

Miałem wielkie szczęście uczestniczyć w reaktywowaniu Powiatu Jarosławskiego.

     To był bardzo gorący okres mimo listopadowego chłodu. Już koalicja była zawiązana – inna, niż  się spodziewano : PSL i Ruch Patriotyczny „Ojczyzna”, zamiast zwycięskiego w regionie AWS-u.  Głosy zostały policzone i od pierwszej, inauguracyjnej Sesji zależeć miało, czy wlaśnie ta koalicja będzie rządzić.

         Pierwsza Sesja odbyła się w sali narad Ratusza, gdyż nowe Starostwo nie miało jeszcze własnej. Nigdy nie zapomnę tej Sesji, a to nie tylko z tego powodu, że powierzono mi wówczas funkcję pierwszego przewodniczącego Rady Powiatu, ale również ze względu na całą dramaturgię towarzyszącą wyborom władz Starostwa.

         Mimo swojego debiutu w pracy samorządowej i w tej roli, mając tak dobrze zorganizowanych koalicyjnych radnych oraz, widząc doświadczenie polityczne nowego starosty, Mieczysława Kasprzaka, byłem spokojny o powodzenie naszych działań.

       Początki, zgodnie z przewidywaniami, nie były łatwe. Trzeba było wszystko tworzyć od podstaw, kompletować kadrę administracyjną, dobierając odpowiednich, kompetentnych ludzi do trudnych zadań. Nie sprzyjały nam media ani władze wojewódzkie, z rezerwą odnosili się do nas niektórzy duchowni optujący za AWS. Również opozycja, skupiona wokół wpływowego wówczas senatora RP, czyniła wszystko, by odwrócić bieg historii. Zaczęły się więc próby podważania prawomocności wyboru starosty i Zarządu. Tak więc, uległy ówczesnemu senatorowi wojewoda przemyski, na odchodnym, bezpodstawnie unieważnił  II Sesję Rady Powiatu, w związku z czym, musiałem ponownie ją zwołać , aby powtórzyć wybory starosty i Zarządu. Byliśmy wprawdzie pewni pozytywnego rozstrzygnięcia naszego odwołania od decyzji wojewody, ale chcieliśmy przyspieszyć normalne funkcjonowanie Starostwa. Oczywiście, miały miejsce komiczne próby bojkotowania tej powtórzonej Sesji, nie obeszło się bez dramatycznych sytuacji, ale w końcu cały Zarząd Powiatu ponownie został wybrany.

       Takie były początki. A potem zaczęła się naprawdę ciężka praca, mająca charakter pionierski, wśród niespójnych i niejasnych przepisów, pełna niewiadomych, gdzie musieliśmy często podejmować ryzykowne decyzje.

      Właściwie, to uczyliśmy się wszystkiego od podstaw i - gdyby nie doświadczenie polityczne starosty Mieczysława Kasprzaka, a także doświadczenie samorządowe kilku radnych oraz determinacja wielu z nich - nie udałoby się nam wszystko to, co w końcu postawiło nasz Powiat w rzędzie najlepszych w Polsce.

     Wielce pomocni mi byli moi dwaj zastępcy, koledzy: Józef Sieczka i dokoptowany później Adam Tołpa. Mieliśmy też od początku bardzo dobrego prawnika, powołanego na stanowisko sekretarza, a później, w drugiej kadencji wybranego na starostę, Tomasza Oronowicza. Dla mnie ważnym oparciem i zapleczem było Biuro Rady, świetnie zorganizowane przez naczelnika Wydziału Organizacyjnego, pana Mariana Pasterskiego, tworzone przez doskonały zespól młodych ludzi, pracujących w nim do dziś. Na nich mogłem zawsze liczyć i cieszę się , że w taki sam sposób wywiązują się ze swoich obowiązków wobec obecnej Rady Powiatu i mojego następcy.

     O pracy Zarządu w minionym okresie, o problemach i osiągnięciach zapewne będą mówili kolejni starostowie. Ja natomiast chciałbym mówić o pracy samej Rady Powiatu. Otóż, nie była ona łatwa, szczególnie na początku pierwszej kadencji.

     Co utrudniało pracę Rady Powiatu? Duże jej upolitycznienie. Te rozgrywki, o których wcześniej mówiłem, miały podłoże polityczne i przez to charakter destrukcyjny. Niektórzy koledzy radni starali się powielać tutaj nienajlepsze zachowania parlamentarne. Istniała wyraźna wrogość i nieufność między radnymi koalicji i opozycji. Przysłowiowym „języczkiem u wagi” stało się trzech kolegów radnych, reprezentujących SLD, bowiem w niektórych głosowaniach, jeszcze na początku naszej pracy, od ich głosów wiele zależało. Ceną za to poparcie było przypięcie naszej koalicji etykietki komunistów.

    Również ja zdobywałem pozytywne i negatywne doświadczenie w tej pracy. Pamiętam, że za swoja niefortunną i zmanipulowaną wypowiedź w prasie na temat działań opozycji, zostałem przez klub AWS pozwany do sądu. Niektórzy opozycjoniści chcieli doprowadzić do wyroku skazującego, co w następstwie miało skończyć się odwołaniem mnie z funkcji przewodniczącego Rady. Rozprawa zakończyła się w dzień wigilijny ugodą między mną a przewodniczącym Klubu AWS, ku wielkiemu niezadowoleniu trzech radnych opozycji.

     Tak było na początku pierwszej kadencji. W miarę sukcesów, jakie zaczęliśmy odnosić jako Starostwo Powiatowe, a – co za tym idzie – również cała Rada Powiatu, koledzy z AWS stawali się bardziej konstruktywna opozycją. Powiedziałem, że sukcesy są udziałem wszystkich. Zapewne do tej zmiany przyczyniły się też wspólne rekolekcje samorządowe zorganizowane w Opactwie oraz spotkania integracyjne z udziałem gości z Ukrainy, z Jaworowa, z którymi nawiązaliśmy współpracę.

    Z czego jestem dumny? Z tych wszystkich osiągnięć Rady Powiatu i Starostwa; że mogłem brać udział we wszystkich tych działaniach, które stanowiły o wysokiej lokacie Powiatu na mapie samorządowej Polski; że w niektórych działaniach, jak choćby dotyczących obligacji drogowych, należeliśmy do najpierwszych w Kraju. Jestem dumny, że udało się nam osiągnąć taki styl pracy Rady, w wyniku którego większość uchwał podejmowanych było jednogłośnie, a same sesje trwały nieraz 2 godziny, bez kłótni, bez obrażania się wzajemnego, czego zazdrościli nam goście, szczególnie parlamentarzyści.

    Powodem mojej ogromnej satysfakcji jest również to, że mogłem współpracować jako Przewodniczący Rady Powiatu przez dwie kadencje, z naprawdę wspaniałymi ludźmi – koleżankami i kolegami radnymi, a także z pracownikami Starostwa, wśród których, mimo upływu lat, mam wielu przyjaciół.

    Mojemu obecnemu i przyszłym następcom, którzy będą kierować Radą Powiatu, życzę, aby za kolejne dziesięć lat mogli cieszyć się jeszcze większymi osiągnięciami. Pragnę też podziękować tym wszystkim, których spotkałem na swojej drodze podczas pracy w Radzie Powiatu za to, że pozytywnie zaistnieli w moim życiu.   

                                                                                         Tomasz Petry


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Utknąłem w polityce i ...

czwartek, 02 października 2008 0:49
Boję się, że to choroba.

  Poszukałem sobie biedy i założyłem drugi, polityczny blog. Zatem, rozdwoiłem się, a ponieważ toczą się w polityce spory o rożne, więcej lub mniej ważne sprawy
,  wciągnęło mnie to całkowicie, kosztem tego blogu jak i wizyt u innych zaprzyjaźnionych blogowiczów.
Przedwczoraj  przywiozłem sztandar dla mojego koła pszczelarzy. Pięknie został wyhaftowany i to za niewielka sumę. Włożyłem wiele serca w jego projekt i radość napełnia serce, kiedy widzę końcowy efekt swojej pracy.Teraz czekają mie przygotowania do jego poświęcenia, ale to dopiero na wiosnę, na otwarcie sezonu pszczelarskiego.
   Wczoraj , korzystając z pięknej pogody, połowę dnia spędziłem  z żoną na działce . Odbudowana po pożarze altanka ślicznie się prezentuje, jednakże radość z efektów całoletniej pracy przy odbudowie zakłóca widok zeschniętych bylin i kwiatów, opadanie liści z drzew -symptomy nadchodzacej nieubłaganie jesieni.
   Już nie słychać tego radosnego brzęku owadów, wśród których rej wiodły pracowite zapylaczki - pszczoły, nie słychać śpiewu też ptaków, tylko od czasu do czasu jakiś pan bażant
przywoła panią bażantową.
 Zaczyna być smutno na działce, ale niezbędne prace należy wykonać , już z myślą o wiośnie i lecie przyszłego roku. Zatem, przekształcaliśmy malinnik, kwietnik, kopaliśmy, nawozili, przesadzali, wyobrażając sobie, jak pięknie będzie w przyszłym sezonie.
    Wieczorem miałem zebranie Komitetu Organizacyjnego obchodów 60-lecia  mojej szkoły. Uczyniono mnie zaocznie szefem tego Komitetu i mam teraz dodatkowy kłopot .Zjazd jubileuszowy już 18 października, a na zebrania Komitetu regularnie przychodzi 4 osoby, na 10 członków. Ale dałem sie wrobić, ale ze mnie frajer. Nie szkodzi. Ruch dla młodego emeryta jest wskazany.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Nowy blooczek pod wpisami Blog bierze udział w konkursie BlogRoku2011 http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  94 603  

Słownik internetowy

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymian...

więcej...

Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw.Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń zyciowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdiesiątką a sześćdziesiątką,czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam.Zajmuję się pszczelarzeniem , malowaniem , teatrem, pisaniem oraz działką.Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 94603
Wpisy
  • liczba: 261
  • komentarze: 3454
Galerie
  • liczba zdjęć: 5
  • komentarze: 25
Punkty konkursowe: 600
Bloog istnieje od: 3910 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl